Tak z okazji Halloween
Może nie szczególnie Halloween to polskie święto, ale czy ktoś zabroni nam bawić się tego dnia tak, jak ludzie z całego świata.
Cukierek czy psikus?
W mojej miejscowości znalazłoby się paręnaście może więcej osób, które 31 października wskakują w przerażające kostiumy i w poszukiwaniu słodyczy, odwiedzają domy sąsiadów.
U mnie jest także urządzana projekcja filmów w noc Halloweenową. Dzieci mają bajki, po których nie są usatysfakcjonowane, ale cóż poradzić, jeżeli mają pełny dostęp do internetu. Nie robi to na nich już takiego wrażenia, jak kiedyś.
Natomiast młodzież (sama jestem, ale nie chodzę na takie rzeczy >.<) ma pełnometrażowe horrory i thrillery. W tym roku są to ,,Martwe zło" i ,,Demony". Nie idę na nie, chociaż bym chciała, gdyż nie mam zamiaru wracać o 1:00 w nocy, pieszo i po ciemku, a niestety od domu kultury dzieli mnie spory kawał drogi i prawdopodobnie byłabym tak przerażona, że następnego dnia z domu bym nie wyszła >.<
Wracając do ScaryStory:
Opisana tutaj historia jest czymś, co naprawdę wydarzyło się w mojej głowie podczas snu (oczywiście nie mówię tutaj, że byłam w śpiączce, absolutnie). Przelałam tutaj cały swój sen (koszmar!), ale wydaję mi się, że to co przeżyłam w śnie było straszniejsze (?). Zresztą, sami oceńcie w komentarzach, czy się podobało :3 Próbowałam opisać wszystko dokładnie tak, jak mi się przyśniło, więc Miłego Czytania i HAPPY HALLOWEN!
Szare,
zniszczone prawdopodobnie długą wojną, miasto z chmurami
przypominającymi najstraszniejsze koszmary z dzieciństwa to
ostatnie miejsce, w którym chciałabym się znaleźć. Niestety
zawsze mam tego pecha, że przenoszenie się z jednego snu do
drugiego nie jest dla mnie przyjemnością.
Snami zaczęłam się interesować jeszcze przed tym, jak trafiłam do szpitala i słysząc urywki rozmów lekarzy, miałam się już nie obudzić z mojej fascynacji. A w czasie wiecznego snu trudno o rozrywkę. Dlatego też nauczyłam się przenosić ze swojego snu do umysłów innych pacjentów szpitala, w którym się znajdowałam. Może to brzmi niemożliwie, ale tak było.
Z reguły otaczające mnie sny nie były, jakby to powiedzieć, przyjemne. Raz trafiłam na jakiegoś mordercę, który właśnie swoim połyskującym nożem rozpruwał właściciela snu, a innym razem na coś zupełnie innego, jak jednorożec wbijający swój róg w pierś jakiegoś dziecka. Chciałam się wtedy obudzić, ale problem w tym, że nie potrafiłam. W takich momentach najlepszym wyjściem dla mnie było wrócenie do próżni własnego umysłu, bo zazwyczaj nic mi się nie śniło.
Jednak teraz było inaczej.
Jak zwykle wróciłam do siebie, bo widok krwi już mnie nudził. Wróciłam i nie leciałam w dół bez jakiegokolwiek celu. Wylądowałam w dziewiętnastowiecznym mieście, a na sobie miałam suknię z długimi rękawami, w kolorze jakiegoś niebywale jasnego różu z niemożliwie uwierającym gorsetem i wstążką w pasie.
Podniosłam się z ziemi i odruchowo otrzepałam już i tak brudny materiał sukni. Omiotłam wzrokiem zniszczone mury kamienic i mniejszych domków, które pozbawione dachów, straszyły pustymi oknami.
Mimo iż miałam na sobie jakieś 4 warstwy materiału, moje ręce pokrywała ,,gęsia skórka” i cała się trzęsłam. Bez celu chodziłam brukowanymi ulicami, hałasując butami.
Nagle przede mną pojawił się jakiś kontur, coś co z daleka przypominało mi samą siebie. Oszołomioną, stojącą w szarej kałuży, dziewczynę. Ale to coś przypominało mi też manekina, lalkę wyrzeźbioną z bardzo jasnego, może wręcz białego drewna, której części ciała połączone były, czy to metalowymi, czy drewnianymi kolkami.
Z powodu dzielącej nas odległości i braku świateł w ulicznych latarniach, nie mogłam dostrzec żadnych szczegółów, nawet mrużąc oczy.
Postać przekrzywiła głowę, patrząc na mnie, właściwie nie wiem czym, bo oczu na pewno nie miała i z niezwykłą zwinnością skoczyła za rząd kamienic po lewej stronie. Nie wiem czemu, ale serce skoczyło mi do gardła, a przecież widywałam już straszniejsze rzeczy, niż stare, sklepowe manekiny. Nie wiedziałam co robić, a prawdopodobnie schowanie się gdzieś w jednym z małych sklepików mogłoby się skończyć dla mnie niezbyt miło. Serce rozpaczliwie krzyczało Uciekaj! ale moje nogi nie chciały go słuchać.
Spojrzałam w lewo, na jedną z oszklonych witryn sklepowych i zobaczyłam coś, czego nie chciałam.
Ja, stojąca na środku ulicy w zaplamionej, różowej sukni, a obok... Odskoczyłam jak oparzona z miejsca, w którym stałam przed sekundą. Strach dusił mi płuca.
To coś przed chwilą stało obok mnie i jak gdyby nigdy nic wpatrywało się w sklepową szybę swoją pustą twarzą. Czy mi się zdawało, czy to coś miało usta na szerokość całej twarzy i zęby jak u rekina. O Boże...
Dyszałam, choć nawet nie zrobiłam żadnego kroku.
Uspokój się! Skarciłam się w myślach. Miałam dwa wyjścia. Mogłam zapuścić się w las, który znikąd pojawił się przede mną, albo ruszyć w stronę miasta i zaleźć coś do obrony lub kogoś, kto mógłby mi pomóc, w co wątpiłam.
Obróciłam się na pięcie i puściłam biegiem w stronę gęstszych zabudowań szarego miasta. Nie oczekiwałam tam znaleźć wiele, może chociaż coś, czym mogłabym się obronić.
Sen zrobił się nagle tak bardo realistyczny. Czarne kontury budynków osaczały mnie ze wszystkich stron. Moja wyobraźnia zawzięcie chciała przysporzyć mnie o zawał.
Bieganie w skórzanych butach na obcasie było nie lada wyzwaniem, dlatego zdjęłam je.
Cały czas czułam na swoich plecach nieprzyjemne mrowienie i wiedziałam, że ktoś musi mnie obserwować. Nie było innej możliwości.
Niedawno dziewiętnastowieczne miasto zmieniło się teraz w bardziej nowoczesne. Mimo, że nadal ulice zrobione były z krzywego bruku, a ja wciąż miałam na sobie suknię, budynki wokół mnie wyglądały bardziej na wiek XX lub początek XXI.
Potykając się o własna suknię, runęłam jak długa na lodowaty bruk i wpadłam w niewielką kałużę.
Płuca i gardło piekły mnie niemiłosiernie, ale musiałam się podnieść.
Znajdowałam się na skrzyżowaniu dwóch ulic, z których jedna prowadziła na most. Bez głębszego zastanowienia się ruszyłam w tamtą stronę.
Przechodząc obok zejścia do metra, odruchowo spojrzałam na jedną z szyb.
-Lalka... - tyle udało mi się wykrztusić zanim drewniane ręce oplotły moją szyję. Czułam jej oddech przy uchu.
Szamotałam się i próbowałam wyrwać z drewnianego uścisku, który jeszcze chwilę i odbierze mi oddech.
Lalka odsunęła moje włosy z szyi i otworzyła szerzej swoją paszczę. W szybie widziałam jak zbliża swoje ostre zęby do mojej tętnicy.
Moje wyrywanie się po części poskutkowało i spadłam na schody do metra. Na dłuższą chwilę straciłam oddech.
Wstałam i poczułam, że stoję w jakiejś cieczy.
Krew... Stałam w ogromnej kałuży krwi.
Z przerażeniem spojrzałam za siebie, gdzie prowadziła droga z szkarłatnej cieczy. Na końcu schodów zobaczyłam linę.
Jedną, drugą, trzecią... A na ich końcach ludzkie sylwetki.
Porcelanowobiała lalka pojawiła się między kotarą z ludzkich ciał. Wytarła zakrwawione ręce w suknię łudząco podobną do mojej i szyderczo się uśmiechnęła.
Serce kołatało mi w piersiach jak szalone. Z ciemnego korytarza wyłoniła się kolejna lalka, tym razem wyższa i większa, postawą przypominająca dorosłego mężczyznę.
Zawróciłam w stronę wyjścia i zebrałam się do ucieczki. Piskliwe krzyki lalek przecinały powietrze i kruszyły szklane szyby obok mnie.
Tuż przy wyjściu z metra zatrzymałam się. Z sufitu zwisała jeszcze jedna porcelanowobiała lalka bez twarzy. Jej szerokie usta zaszyte grubą nicią, zdawały się być jeszcze straszniejsze.
Lalka obrócił swoją głowę o sto osiemdziesiąt stopni i zaczęła mi się przyglądać. W takiej pozycji wyglądała jak ogromny pająk w sukni. Puściła się sufitu i wylądowała przede mną. Zaczęła iść w moją stronę, tym samym wpychając mnie w ramiona dwójki stojącej w ciemnym tunelu z nowym sznurem w dłoniach.
Powoli stąpając w tył widziałam oczami wyobraźni jak lalki zaciągają krzyczących ludzi do ciemnego tunelu i żywcem wieszają na grubych sznurach.
Ja też miałam tak skończyć.
Bezskutecznie starałam się ominąć lalkę przede mną.
Za sobą widziałam ciemność i miejsce mojej śmierci. Wiatr wył pomiędzy zbitymi szybami i sprawił, że dygotałam jeszcze bardziej.
Kiedyś, przed wylądowaniem w szpitalu, oglądałam w TV przeróżne horrory i nie szczególnie wierzyłam, że coś takiego może się dziać.
Przez własny strach zapomniałam, że lalki są wytworem mojej wybujałej wyobraźni.
Z każdym stopniem moje stopy wydawały nieprzyjemny chlupot w spotkaniu z krwią.
-Uciekaj... - szepnął mi nagle ktoś do ucha. Przyjemny, męski głos.
Tylko jak ja miałam uciec?
Ktoś szarpnął mój nadgarstek i prawie wtrącił z równowagi.
Posłusznie wyskoczyłam przez okno i wylądowałam na chodniku. Mój wybawca nie zatrzymał się abym mogła stanąć na równe nogi. Biegł dalej i zmusił mnie do dotrzymania mu kroku.
Fioletowe włosy sięgające brody, które skądś kojarzyłam i długi szary płaszcz to jedyne co udało mi się uchwycić z wyglądu mężczyzny.
Czy ja co chwilę muszę się o coś potykać?
Snami zaczęłam się interesować jeszcze przed tym, jak trafiłam do szpitala i słysząc urywki rozmów lekarzy, miałam się już nie obudzić z mojej fascynacji. A w czasie wiecznego snu trudno o rozrywkę. Dlatego też nauczyłam się przenosić ze swojego snu do umysłów innych pacjentów szpitala, w którym się znajdowałam. Może to brzmi niemożliwie, ale tak było.
Z reguły otaczające mnie sny nie były, jakby to powiedzieć, przyjemne. Raz trafiłam na jakiegoś mordercę, który właśnie swoim połyskującym nożem rozpruwał właściciela snu, a innym razem na coś zupełnie innego, jak jednorożec wbijający swój róg w pierś jakiegoś dziecka. Chciałam się wtedy obudzić, ale problem w tym, że nie potrafiłam. W takich momentach najlepszym wyjściem dla mnie było wrócenie do próżni własnego umysłu, bo zazwyczaj nic mi się nie śniło.
Jednak teraz było inaczej.
Jak zwykle wróciłam do siebie, bo widok krwi już mnie nudził. Wróciłam i nie leciałam w dół bez jakiegokolwiek celu. Wylądowałam w dziewiętnastowiecznym mieście, a na sobie miałam suknię z długimi rękawami, w kolorze jakiegoś niebywale jasnego różu z niemożliwie uwierającym gorsetem i wstążką w pasie.
Podniosłam się z ziemi i odruchowo otrzepałam już i tak brudny materiał sukni. Omiotłam wzrokiem zniszczone mury kamienic i mniejszych domków, które pozbawione dachów, straszyły pustymi oknami.
Mimo iż miałam na sobie jakieś 4 warstwy materiału, moje ręce pokrywała ,,gęsia skórka” i cała się trzęsłam. Bez celu chodziłam brukowanymi ulicami, hałasując butami.
Nagle przede mną pojawił się jakiś kontur, coś co z daleka przypominało mi samą siebie. Oszołomioną, stojącą w szarej kałuży, dziewczynę. Ale to coś przypominało mi też manekina, lalkę wyrzeźbioną z bardzo jasnego, może wręcz białego drewna, której części ciała połączone były, czy to metalowymi, czy drewnianymi kolkami.
Z powodu dzielącej nas odległości i braku świateł w ulicznych latarniach, nie mogłam dostrzec żadnych szczegółów, nawet mrużąc oczy.
Postać przekrzywiła głowę, patrząc na mnie, właściwie nie wiem czym, bo oczu na pewno nie miała i z niezwykłą zwinnością skoczyła za rząd kamienic po lewej stronie. Nie wiem czemu, ale serce skoczyło mi do gardła, a przecież widywałam już straszniejsze rzeczy, niż stare, sklepowe manekiny. Nie wiedziałam co robić, a prawdopodobnie schowanie się gdzieś w jednym z małych sklepików mogłoby się skończyć dla mnie niezbyt miło. Serce rozpaczliwie krzyczało Uciekaj! ale moje nogi nie chciały go słuchać.
Spojrzałam w lewo, na jedną z oszklonych witryn sklepowych i zobaczyłam coś, czego nie chciałam.
Ja, stojąca na środku ulicy w zaplamionej, różowej sukni, a obok... Odskoczyłam jak oparzona z miejsca, w którym stałam przed sekundą. Strach dusił mi płuca.
To coś przed chwilą stało obok mnie i jak gdyby nigdy nic wpatrywało się w sklepową szybę swoją pustą twarzą. Czy mi się zdawało, czy to coś miało usta na szerokość całej twarzy i zęby jak u rekina. O Boże...
Dyszałam, choć nawet nie zrobiłam żadnego kroku.
Uspokój się! Skarciłam się w myślach. Miałam dwa wyjścia. Mogłam zapuścić się w las, który znikąd pojawił się przede mną, albo ruszyć w stronę miasta i zaleźć coś do obrony lub kogoś, kto mógłby mi pomóc, w co wątpiłam.
Obróciłam się na pięcie i puściłam biegiem w stronę gęstszych zabudowań szarego miasta. Nie oczekiwałam tam znaleźć wiele, może chociaż coś, czym mogłabym się obronić.
Sen zrobił się nagle tak bardo realistyczny. Czarne kontury budynków osaczały mnie ze wszystkich stron. Moja wyobraźnia zawzięcie chciała przysporzyć mnie o zawał.
Bieganie w skórzanych butach na obcasie było nie lada wyzwaniem, dlatego zdjęłam je.
Cały czas czułam na swoich plecach nieprzyjemne mrowienie i wiedziałam, że ktoś musi mnie obserwować. Nie było innej możliwości.
Niedawno dziewiętnastowieczne miasto zmieniło się teraz w bardziej nowoczesne. Mimo, że nadal ulice zrobione były z krzywego bruku, a ja wciąż miałam na sobie suknię, budynki wokół mnie wyglądały bardziej na wiek XX lub początek XXI.
Potykając się o własna suknię, runęłam jak długa na lodowaty bruk i wpadłam w niewielką kałużę.
Płuca i gardło piekły mnie niemiłosiernie, ale musiałam się podnieść.
Znajdowałam się na skrzyżowaniu dwóch ulic, z których jedna prowadziła na most. Bez głębszego zastanowienia się ruszyłam w tamtą stronę.
Przechodząc obok zejścia do metra, odruchowo spojrzałam na jedną z szyb.
-Lalka... - tyle udało mi się wykrztusić zanim drewniane ręce oplotły moją szyję. Czułam jej oddech przy uchu.
Szamotałam się i próbowałam wyrwać z drewnianego uścisku, który jeszcze chwilę i odbierze mi oddech.
Lalka odsunęła moje włosy z szyi i otworzyła szerzej swoją paszczę. W szybie widziałam jak zbliża swoje ostre zęby do mojej tętnicy.
Moje wyrywanie się po części poskutkowało i spadłam na schody do metra. Na dłuższą chwilę straciłam oddech.
Wstałam i poczułam, że stoję w jakiejś cieczy.
Krew... Stałam w ogromnej kałuży krwi.
Z przerażeniem spojrzałam za siebie, gdzie prowadziła droga z szkarłatnej cieczy. Na końcu schodów zobaczyłam linę.
Jedną, drugą, trzecią... A na ich końcach ludzkie sylwetki.
Porcelanowobiała lalka pojawiła się między kotarą z ludzkich ciał. Wytarła zakrwawione ręce w suknię łudząco podobną do mojej i szyderczo się uśmiechnęła.
Serce kołatało mi w piersiach jak szalone. Z ciemnego korytarza wyłoniła się kolejna lalka, tym razem wyższa i większa, postawą przypominająca dorosłego mężczyznę.
Zawróciłam w stronę wyjścia i zebrałam się do ucieczki. Piskliwe krzyki lalek przecinały powietrze i kruszyły szklane szyby obok mnie.
Tuż przy wyjściu z metra zatrzymałam się. Z sufitu zwisała jeszcze jedna porcelanowobiała lalka bez twarzy. Jej szerokie usta zaszyte grubą nicią, zdawały się być jeszcze straszniejsze.
Lalka obrócił swoją głowę o sto osiemdziesiąt stopni i zaczęła mi się przyglądać. W takiej pozycji wyglądała jak ogromny pająk w sukni. Puściła się sufitu i wylądowała przede mną. Zaczęła iść w moją stronę, tym samym wpychając mnie w ramiona dwójki stojącej w ciemnym tunelu z nowym sznurem w dłoniach.
Powoli stąpając w tył widziałam oczami wyobraźni jak lalki zaciągają krzyczących ludzi do ciemnego tunelu i żywcem wieszają na grubych sznurach.
Ja też miałam tak skończyć.
Bezskutecznie starałam się ominąć lalkę przede mną.
Za sobą widziałam ciemność i miejsce mojej śmierci. Wiatr wył pomiędzy zbitymi szybami i sprawił, że dygotałam jeszcze bardziej.
Kiedyś, przed wylądowaniem w szpitalu, oglądałam w TV przeróżne horrory i nie szczególnie wierzyłam, że coś takiego może się dziać.
Przez własny strach zapomniałam, że lalki są wytworem mojej wybujałej wyobraźni.
Z każdym stopniem moje stopy wydawały nieprzyjemny chlupot w spotkaniu z krwią.
-Uciekaj... - szepnął mi nagle ktoś do ucha. Przyjemny, męski głos.
Tylko jak ja miałam uciec?
Ktoś szarpnął mój nadgarstek i prawie wtrącił z równowagi.
Posłusznie wyskoczyłam przez okno i wylądowałam na chodniku. Mój wybawca nie zatrzymał się abym mogła stanąć na równe nogi. Biegł dalej i zmusił mnie do dotrzymania mu kroku.
Fioletowe włosy sięgające brody, które skądś kojarzyłam i długi szary płaszcz to jedyne co udało mi się uchwycić z wyglądu mężczyzny.
Czy ja co chwilę muszę się o coś potykać?
Znowu
leżałam na bruku.
Doskonale wiedziałam, że lalki nas gonią.
Poczułam stalowy uścisk na lewej kostce i lalka pociągnęła mnie do tyłu. Ale jak na jej złość, mężczyzna o fioletowych włosach nie dawał za wygraną i nie puścił mnie. Spróbowałam kopnąć lalkę, żeby się odczepiła, ale to nic nie dało, no może poza bólem mojej kostki.
Warczała ze złości jak rozwścieczony pies choć miała zaszyte usta.
Lalka chwyciła sznurek łączący jej wargi i pociągnęła go. Zemdliło mnie. Moim oczom ukazały się ostre zęby, które po chwili zatopiły się w mojej łydce. Z mojego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk.
Po chwili lalka straciła swoją głowę, która potoczyła się daleko w tył. Porcelanowobiałe ciało miotało się po ulicy w poszukiwaniu swojej górnej części.
Podniosłam się z ziemi i chciałam biec, bo kolejne lalki wybiegały z metra. Ale po pierwsze, ból nie dawał mi na to szans, a po drugie, mężczyzna o fioletowych włosach podniósł mnie z ziemi i zaczął uciekać za nas dwoje.
Porcelanowobiałe lalki nie przypominały już ludzi. Poruszały się na czterech kończynach, żeby biec szybciej, a warczenie, które wydobywało się z ich ust przypominało raczej odgłosy wilków lub ujadanie dzikich psów. Skakały po budynkach i ich dachach, byleby nas dogonić.
Chłopak o fioletowych włosach nie dawał za wygraną i pomimo wielkiego zmęczenia, które widziałam na jego twarzy, uparcie biegł dalej. Chciałam powiedzieć mu, że dam sobie radę, ale wydawało się, że nie zwracał na mnie uwagi.
Lalki były coraz bliżej i wydawało się, że jeszcze parę kroków i złapią za koniec szarego płaszcza, żeby spowolnić naszą ucieczkę.
Chłopak wbiegł nagle do jakiegoś sklepu, krzyżując plany lalek i zatrzasnął im drzwi dosłownie przed nosem.
-Musisz... się... obudzić...- wydyszał.
-Będzie z tym problem.- skrobanie, pukanie, przeraźliwe wrzaski, lalki, które chcą zrobić z ciebie ozdobę do swojej kryjówki, po prostu idealna sceneria na dyskusję.- Od półtora roku jestem w śpiączce i nie potrafię się od tak obudzić.- kolejny pisk, od którego zaczęło dzwonić mi w uszach.
-Dlatego spacerujesz sobie po cudzych snach?- chłopak był zbyt dociekliwy.
-Akurat to jest mój własny koszmar i ty sobie po nim spacerujesz.- odparowałam.
Doskonale wiedziałam, że lalki nas gonią.
Poczułam stalowy uścisk na lewej kostce i lalka pociągnęła mnie do tyłu. Ale jak na jej złość, mężczyzna o fioletowych włosach nie dawał za wygraną i nie puścił mnie. Spróbowałam kopnąć lalkę, żeby się odczepiła, ale to nic nie dało, no może poza bólem mojej kostki.
Warczała ze złości jak rozwścieczony pies choć miała zaszyte usta.
Lalka chwyciła sznurek łączący jej wargi i pociągnęła go. Zemdliło mnie. Moim oczom ukazały się ostre zęby, które po chwili zatopiły się w mojej łydce. Z mojego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk.
Po chwili lalka straciła swoją głowę, która potoczyła się daleko w tył. Porcelanowobiałe ciało miotało się po ulicy w poszukiwaniu swojej górnej części.
Podniosłam się z ziemi i chciałam biec, bo kolejne lalki wybiegały z metra. Ale po pierwsze, ból nie dawał mi na to szans, a po drugie, mężczyzna o fioletowych włosach podniósł mnie z ziemi i zaczął uciekać za nas dwoje.
Porcelanowobiałe lalki nie przypominały już ludzi. Poruszały się na czterech kończynach, żeby biec szybciej, a warczenie, które wydobywało się z ich ust przypominało raczej odgłosy wilków lub ujadanie dzikich psów. Skakały po budynkach i ich dachach, byleby nas dogonić.
Chłopak o fioletowych włosach nie dawał za wygraną i pomimo wielkiego zmęczenia, które widziałam na jego twarzy, uparcie biegł dalej. Chciałam powiedzieć mu, że dam sobie radę, ale wydawało się, że nie zwracał na mnie uwagi.
Lalki były coraz bliżej i wydawało się, że jeszcze parę kroków i złapią za koniec szarego płaszcza, żeby spowolnić naszą ucieczkę.
Chłopak wbiegł nagle do jakiegoś sklepu, krzyżując plany lalek i zatrzasnął im drzwi dosłownie przed nosem.
-Musisz... się... obudzić...- wydyszał.
-Będzie z tym problem.- skrobanie, pukanie, przeraźliwe wrzaski, lalki, które chcą zrobić z ciebie ozdobę do swojej kryjówki, po prostu idealna sceneria na dyskusję.- Od półtora roku jestem w śpiączce i nie potrafię się od tak obudzić.- kolejny pisk, od którego zaczęło dzwonić mi w uszach.
-Dlatego spacerujesz sobie po cudzych snach?- chłopak był zbyt dociekliwy.
-Akurat to jest mój własny koszmar i ty sobie po nim spacerujesz.- odparowałam.
-Chronię
takich jak ty.- mała szybka w drzwiach pękła, ale na szczęście
nie była wystarczająco duża, by któraś z lalek się w niej
zmieściła. Ale niedługo pęknie szyba w witrynie, bo nieustanne
skrobanie w nią przyniesie lalkom zamierzony efekt. - Bo we własnych
snach można zginąć naprawdę.
-Zacznijmy od tego, że... - kolejny łomot.- ...skąd wiesz, że spaceruje po snach?- trzeba się było sprężać, bo lalki nie będą czekać, aż my spokojnie skończymy gadać.
-Bo jestem taki jak ty i leżę w tym samym szpitalu.- chłopak owinął moją ranę znalezionym bandażem.
Lalki śliniły się i warczały coraz głośniej. Szyba zaczęła pękać, a moje serce znowu podskoczyło do gardła.
-Na górę. Uciekaj.- krzyknął chłopak. Szyba już prawie pękła. Jeszcze parę uderzeń i lalki wygrają.
-Ron... - znałam go.
-Idź, proszę cię.- rozpaczliwie błądził oczami po mojej przerażonej twarzy. Jeszcze minutę i będzie koniec.
Nie puszczałam jego ręki.
Ron pchnął mnie do tyłu i znalazłam się na starej klatce schodowej.- Biegnij później do lasu.- szepnął. Lekko musnął moje usta i zamknął drzwi.
-Zacznijmy od tego, że... - kolejny łomot.- ...skąd wiesz, że spaceruje po snach?- trzeba się było sprężać, bo lalki nie będą czekać, aż my spokojnie skończymy gadać.
-Bo jestem taki jak ty i leżę w tym samym szpitalu.- chłopak owinął moją ranę znalezionym bandażem.
Lalki śliniły się i warczały coraz głośniej. Szyba zaczęła pękać, a moje serce znowu podskoczyło do gardła.
-Na górę. Uciekaj.- krzyknął chłopak. Szyba już prawie pękła. Jeszcze parę uderzeń i lalki wygrają.
-Ron... - znałam go.
-Idź, proszę cię.- rozpaczliwie błądził oczami po mojej przerażonej twarzy. Jeszcze minutę i będzie koniec.
Nie puszczałam jego ręki.
Ron pchnął mnie do tyłu i znalazłam się na starej klatce schodowej.- Biegnij później do lasu.- szepnął. Lekko musnął moje usta i zamknął drzwi.
Odgłos
tłuczonego szkła... Uśmiech Rona... I jego krew na małej szybce w
drzwiach... Obrazy bardzo szybko przetaczały się przez mój umysł.
Nie stałam oszołomiona na zimniej klatce. Biegiem weszłam po schodach na górę i zamknęłam się w jednym z mieszkań.
Krzyki na dole nie dawały mi spokoju. Starałam się zakryć uszy, ale to nie skutkowało.
Miałam uciekać do lasu, do miejsca, którego na początku się bałam.
Usiadłam na parapecie i przerzuciłam nogi na drugą stronę. Chwyciłam się nogami rynny obok i zjechałam na dół najciszej jak się dało.
Podniosłam ciężki materiał sukni i pognałam bocznymi uliczkami w stronę ciemnego lasu.
Porcelanowobiałe stwory zauważyły mnie dopiero, gdy zostałam zmuszona wyjść na główną ulicę. Nie zatrzymałam się, chociaż noga bolała niemiłosiernie, a bandaż w całości nasiąknięty był już moją krwią.
Gałęzie raniły moje stopy i ręce. Lalki wyciągały sznurki z policzków, żeby móc otworzyć swoje usta.
Patrzyłam w tył i nie zauważyłam, że las się skończył.
Znów dostałam wybór. Zeskoczyć do oceanu rozbijającego swoje fale na groźnych skałach w dole, czy zostać i zostać rozszarpanym przez zęby lalek i manekinów.
Westchnęłam.
Stanęłam na krawędzi klifu i czekałam na lalki.
Może to śmierć była rozwiązaniem?
Może to śmierć miała mnie wybudzić ze śpiączki?
Może Ron też się obudzi? Szczerze chciałam w to wierzyć, ale wokół mojej głowy krążyło tyle wątpliwości.
Nie stałam oszołomiona na zimniej klatce. Biegiem weszłam po schodach na górę i zamknęłam się w jednym z mieszkań.
Krzyki na dole nie dawały mi spokoju. Starałam się zakryć uszy, ale to nie skutkowało.
Miałam uciekać do lasu, do miejsca, którego na początku się bałam.
Usiadłam na parapecie i przerzuciłam nogi na drugą stronę. Chwyciłam się nogami rynny obok i zjechałam na dół najciszej jak się dało.
Podniosłam ciężki materiał sukni i pognałam bocznymi uliczkami w stronę ciemnego lasu.
Porcelanowobiałe stwory zauważyły mnie dopiero, gdy zostałam zmuszona wyjść na główną ulicę. Nie zatrzymałam się, chociaż noga bolała niemiłosiernie, a bandaż w całości nasiąknięty był już moją krwią.
Gałęzie raniły moje stopy i ręce. Lalki wyciągały sznurki z policzków, żeby móc otworzyć swoje usta.
Patrzyłam w tył i nie zauważyłam, że las się skończył.
Znów dostałam wybór. Zeskoczyć do oceanu rozbijającego swoje fale na groźnych skałach w dole, czy zostać i zostać rozszarpanym przez zęby lalek i manekinów.
Westchnęłam.
Stanęłam na krawędzi klifu i czekałam na lalki.
Może to śmierć była rozwiązaniem?
Może to śmierć miała mnie wybudzić ze śpiączki?
Może Ron też się obudzi? Szczerze chciałam w to wierzyć, ale wokół mojej głowy krążyło tyle wątpliwości.
Jeszcze
tylko parę metrów i znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytania.
Lalki
unoszą swoje ręce do przodu, a w dole groźny ocean rozbija się o
skały i klif, domagając się mojego skoku. Postać z początku
koszmaru pojawia się obok mnie. Jest inna od tamtych, na twarzy nie
ma nic poza krwawiącym pęknięciem na, bodajże, kości
policzkowej. Brak sznurka, łączącego dwie wargi, brak blizny,
która mogłaby się otworzyć i ukazać zęby spragnione krwi.
A
jednak jej zachowanie jest takie samo... Chwyta jedną ręką za
brodę, a drugą górę głowy i ciągnie je w przeciwne strony.
Skóra w miejscu ust robi się jak plastelina i rozrywa we wszystkie
możliwe strony. Towarzyszące temu dźwięki przyprawiają mnie o
mdłości, ale nie odrywam dziwnie spokojnego wzroku z
porcelanowobiałej twarzy. Po prostu czekam na śmierć, nie mam
innego wyjścia.
Ostrza
zębów wbijają mi się w skórę ze zdwojoną siłą, jakby razem z
moją krwią chciały wyssać też wszystkie wnętrzności.
Zniszczony materiał sukni plącze się w moich nogach. Przechylam
się lekko w tył i to wystarcza. Spadam w dół, wprost do
wzburzonego oceanu.
Szare
niebo... dzwonienie w uszach... Lodowata woda...Niebywale jasne światło... Szepty niedowierzania znajomych mi już lekarzy... Soczyście fioletowe włosy...
PS Ron (o niego mi tutaj chodziło)
A tu taka (według mnie) Halloweenowa nutka
Vixx i Voodoo Doll
I ta muzyczka na początku >.< so creepy
| Każdy chyba wie, że jest to Ryuk z Death Note <3 |

Bardzo mi się podobało.Byłam zaciekawiona do samego końca.
OdpowiedzUsuńSzczerze Ci zazdroszczę, że potrafisz zapamiętywać swoje sny. Moje uciekają mi z pamięci zazwyczaj już z samego rana :D
Weny życzę i obiecuję, że na pewno jeszcze tutaj zajrzę!
Zapamiętuje niektóre sny, jeżeli wywarły na mnie jakieś wrażenie np. kiedy obudziłam się prawie z krzykiem :P
UsuńDzięki za opinię i wenę :3