,,Ławka" cz.12



-Nie martw się, B-Bomb jest silny, wyjdzie z tego zobaczysz. Poza tym ma dla kogo walczyć.-uspokoił mnie JaeHyo. Rzeczywiście dodał mi trochę otuchy tymi słowami. Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je rękami. Chwilę później JaeHyo przyniósł mi ciepłą herbatę, a Kyung'owi wodę. Może herbata nie była za dobra, ale przynajmniej ciepła i słodka. Byłam już dość zmęczona, a ciepły napój znużył mnie jeszcze bardziej. Zasnęłam na ramieniu JaeHyo. Chłopak nie miał z tym problemu. Traktowałam go jak najlepszego przyjaciela, a on uważał mnie za swoją młodszą siostrę. Zresztą od samego początku, gdy B-Bomb przedstawił nas sobie, od razu znaleźliśmy wspólny język i szybko zaprzyjaźniliśmy się.
-Hej Krystal, obudź się.-szepnął JaeHyo.
-C-co... Co się stało?-podniosłam głowę z ramienia chłopaka i przeciągnęłam się, przez co bluza, którą byłam przykryta zsunęła się ze mnie. Całe szczęście, że JaeHyo ma dobry refleks i zdążył ją złapać.
-Już po wszystkim.-powiedział Kyung.
-Przed chwilą był tu lekarz, powiedział, że B-Bomb się obudził i możemy do niego wejść.-dodał JaeHyo.
Podniosłam się z krzesła i poczułam, że jestem trochę odrętwiała.
JaeHyo i Kyung weszli przede mną do pokoju, w którym leżał B-Bomb. Chwilę potem i ja weszłam. Bałam się tego co zobaczę po przejściu przez drzwi. Wszelkie obawy opuściły mnie gdy zobaczyłam, że B-Bomb leży na łóżku z owiniętą klatką piersiową i uśmiecha się do mnie. Podeszłam do łóżka i usiadłam na krześle obok.
-Hej, jak się czujesz?-zapytałam lekko zachrypniętym głosem.
-A, jakoś ujdzie.-powiedział wymuszając uśmiech, ale widziałam, że dużo go to kosztuje.-To co wczoraj zrobiłaś było niesamowite.-moje policzki lekko się zarumieniły.
- To ja miałem cię chronić, a nie ty mnie.
-Przestań, dobrze wiesz, że i tak bym cię nie posłuchała.-powiedziałam spokojnym głosem, aby go nie denerwować.
-Gdybyś mnie posłuchała, nie byłoby mnie tu. Krystal, uratowałaś mi życie, rozumiesz?-powiedział z ekscytacją w głosie. Wypowiadając ostatnie słowa kładł nacisk na każde z nich.
-Wiecie co, ja może pójdę, zadzwonię do chłopaków i powiem im jak się czujesz.-powiedział JaeHyo i wyszedł.
-Poczekaj, idę z tobą.-krzyknął za nim Kyung.
-Po prostu chciałam chronić osobę, którą kocham.-powiedziałam, gdy chłopacy zniknęli za drzwiami.
B-Bomb wziął moją rękę i splótł nasze palce razem.
-Tak bardzo bałam się o ciebie. Bałam się, że zginiesz, że zostawisz mnie samą.-mówiłam przez łzy.-A wiesz, że tym razem nie zniosłabym tego.
-Nawet tak nie mów.- B-Bomb chciał podnieść trochę głos, ale gdy spróbował skrzywił się z bólu.-Dobrze wiesz, że nie zostawiłbym cię. Wiesz, że ja zawsze walczę do końca.-uniósł się lekko na łokciu i chwycił mnie w ramiona.-Już nigdy nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził.-powiedział, po czym położył się z powrotem na poduszkę, pociągając mnie za sobą. Przesunął się kawałek, żebym mogła położyć się obok niego. Objął mnie ramieniem, a ja lekko położyłam głowę na jego klatce piersiowej z dala od pewnie wciąż bolącej rany.

Przeleżałam z nim tak całe dwie godziny dopóki do B-Bomb'a nie przyszedł policjant w celu przesłuchania go.
-Dzień dobry, czy mógłbym zająć chwilę?-zapytał funkcjonariusz, wchodząc do sali. Był to ten sam człowiek, który wczoraj skuł w kajdanki swojego syna.
-Tak, proszę.-powiedziałam do policjanta.-Pójdę powiedzieć chłopakom, żeby wracali do domu.-zwróciłam się do B-Bomb'a.
-Wracaj z nimi i odpocznij trochę.-powiedział. Podeszłam i lekko cmoknęłam go w policzek.

-Za godzinę jestem z powrotem.-rzuciłam szybko i odwróciłam się w stronę drzwi. B-Bomb chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo pośpiesznie wyszłam z pokoju. Przed salą na krzesłach siedzieli JaeHyo i Kyung, którego gips na ręce był już cały pokryty rysunkami i napisami. Skąd on w ogóle wytrzasnął marker, pomyślałam. Nieważne. Otrząsnęłam się z zamyślenia i podeszłam do nich.
-Słuchajcie, zawieziecie mnie najpierw do mojego mieszkania, żebym mogła się jakoś ogarnąć, a potem do waszego domu po jakieś rzeczy na przebranie dla B-Bomb'a.-powiedziałam do nich.
-Dobra, idziemy.-odparł Kyung tak, jakby miał do wypełnienia ważną misję, po czym się uśmiechnął.
-Stary, weź się nie kompromituj.-zagadnął do niego JaeHyo,
na co Kyung zawiesił głowę.- A jakby co, to reszta chłopaków jest już w domu.
Idąc przez szpitalne korytarze zachowywali się jak dwaj idioci. Dopiero po wyjściu z budynku spróbowali się opanować, ale gdy dotarliśmy na parking i wsiedliśmy do samochodu znów wrócili do tego co rozpoczęli w szpitalu.
Na szczęście tym razem nie było wielkiego ruchu na drogach, dlatego spokojnie mogliśmy odpuścić sobie jechanie skrótami. Do mojego mieszkania dotarliśmy po dwudziestu minutach.
-Poczekajcie tutaj chwilę, ja tylko się przebiorę.-idąc prosto do sypialni dałam im znak ręką, żeby usiedli na sofie.-A i Kyung, nie dotykaj markera.-odwróciłam się na chwilę, bo przypomniałam sobie, że na stole w salonie leży jeden czarny marker.

Szybko otworzyłam drzwi szafy i chwyciłam czyste spodnie oraz koszulkę. Pięć minut później byliśmy w drodze do domu chłopaków.
Gdy weszliśmy, w środku było cicho, bo wszyscy spali.
Trochę dziwnie się czułam, szperając po pokoju B-Bomb'a w poszukiwaniu rzeczy dla niego, dlatego poprosiłam o to JaeHyo. Szybko znał rzeczy i spakował je do torby, którą wygrzebał spod łóżka.
-Jeszcze tylko to i możemy jechać.- rzucił przez ramię, pakując do torb koszulkę.
-Poczekaj.- zatrzymałam go w drzwiach.- Odpocznij trochę, przejdę się do szpitala.
-Przestań. Zawiozę cię tam czy tego chcesz, czy nie. B-Bomb kazał mi pilnować ciebie, aby nic ci się nie stało.-odwrócił się do mnie.
-Na pewno jesteś zmęczony tak jak Kyung.- powiedziałam, wskazując z niedowierzaniem na śpiącego chłopaka. Biedny, był tak padnięty, że zasnął
na krześle przy kuchennym stole.- Czekaj, kiedy B-Bomb ci to powiedział?-przystanęłam przy drzwiach wejściowych, przypominając sobie ostatnie słowa JaeHyo.
-Mówił to nam wszystkim po tym, jak pierwszy raz przyszedł pobity do ciebie.-wyjaśnił. Uśmiechnęłam się do siebie. Już wtedy B-Bomb dbał o to, aby nikt mnie nie skrzywdził.
JaeHyo długo musiał mnie przekonywać, że zawiezie mnie do szpitala. Byłam zbyt zmęczona, żeby się z nim kłócić.
-Obiecuję ci, że odwiozę cię i wrócę do domu przespać się.-zapewnił mnie.
-Dobra.-odparłam.
Gdy podjechaliśmy pod szpital pożegnałam się z JaeHyo, zabrałam torbę i wysiadłam z samochodu. Szłam prosto pod drzwi sali, w której leżał B-Bomb. Stojąc przed drzwiami przypomniałam sobie, że muszę wyjaśnić tą całą sprawę z Katy.
-Zaraz do ciebie wrócę, tylko muszę gdzieś zadzwonić.-powiedziałam, wchodząc do środka.
-Dobra, ale o co chodzi?- zapytał, lekko zdezorientowany.
-Później ci powiem.- rzuciłam, wpatrując się w ekran telefonu i wyszłam. Znowu znalazłam się na korytarzu i wybrałam numer do Katy. 
Pierwszy sygnał. Drugi. Trzeci. Jest, w końcu odebrała.
-Poczekaj, zanim się rozłączysz daj mi coś powiedzieć.- prosiłam ją. Gdy usłyszała mój głos, od razu chciała zakończyć topołączenie.

-Dobra. Mów.- westchnęła z lekkim gniewem w głosie.
-Przepraszam, że cię oskarżyłam o powiedzenie chłopakom, że B-Bomb skłamał. To nie było sprawiedliwe, ja wiem.-urwałam. Głos mi się łamał gdy to mówiłam.-Przepraszam cię, naprawdę. J-ja nie miałam pojęcia co robię. Byłam zła. Przepraszam.- chyba z dziesięć minut się tłumaczyłam i przepraszałam ją.
-Uspokój się.- przerwała mi Katy.-Jak chcesz wiedzieć to ja już dawno ci wybaczyłam.- powiedziała, chichocząc cicho.-Czekałam tylko na ten telefon od ciebie.
-Ale... Ale...- nie wiedziałam co powiedzieć. Chciałam ją uściskać, ale przypomniałam sobie, że dzielą nas tysiące kilometrów.-Tak bardzo chciałabym, żebyś była tutaj ze mną, żebyście wszystkie tu były. I ty, i Marika, i Miriam i Wera. Tylko te kilometry.- westchnęłam. Cofnęłam się lekko do tyłu i oparłam się plecami o ścianę za mną.
-Wiesz... Kilometry nie istnieją dla naszej przyjaźni.-powiedziała.
-Prawda.- uśmiechnęłam się.-Wiesz co, muszę kończyć, ale zdzwonimy się jeszcze.- odezwałam się po chwili. Oderwałam się od ściany i lekko pchnęłam drzwi sali, wchodząc do środka.

-Tak, na pewno. To co do zobaczenia?- zapytała.
-Do zobaczenia.- odpowiedziałam i rozłączyłam się.
-Z kim rozmawiałaś?- B-Bomb spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
Odpowiedziałam mu całą sprawę z Katy od początku do końca.
-Masz naprawdę wspaniałe przyjaciółki.- powiedział, gdy skończyłam mówić.
-I wspaniałego chłopaka.- uśmiechnęłam się do niego.
-Chodź tu do mnie.- wyciągnął ręce w moją stronę. Odłożyłam torbę z rzeczami na krzesło i znowu położyłam się obok B-Bomb'a.
-Chciałabym, żeby zawsze tak było.- westchnęłam, wtulając się w niego jeszcze bardziej.
-I będzie, obiecuję ci.- pocałował mnie w głowę.
Tydzień później B-Bomb czuł się już o wiele lepiej i mógł opuścić szpital.
-To co, idziemy do ciebie?- zapytał, gdy byliśmy parę przecznic od mojego mieszkania i jego domu.
-A nie chcesz wrócić do domu i odpocząć?- spojrzałam na niego pytająco.
-Przestań, mam już dosyć tego ciągłego odpoczywania. W szpitalu wystarczająco odpocząłem.- zatrzymał się na chodniku.-Teraz mam ochotę na coś innego.-uśmiechnął się do mnie. Puścił moją rękę, objął mnie ramieniem i pocałował w policzek.
-Dobra... Ale najpierw muszę coś jeszcze zrobić.-powiedziałam i pociągnęłam go lekko do przodu, aby trochę przyśpieszył.
Pół godziny później stanęliśmy przed drzwiami cukierni. Weszliśmy do środka, a ja przywitałam się z panem Lee, właścicielem lokalu, który wynajmowałam. Był to bardzo miły, pięćdziesięcioletni człowiek. Mieszkał dwa piętra nad cukiernią i był jej stałym klientem. Kiedy miałam problemy z czynszem, chciał mi pomóc i zapłacić za mnie, ale ja nie chciałam mieć długów.
Usiadłam na przeciwko niego przy jednym ze stolików.
-Na pewno chcesz to zrobić, Krystal?- zapytał.
-Tak, panie Lee. Jestem tego w stu procentach pewna.-odpowiedziałam. Już dawno miałam to zrobić i nie potrzebnie tym zwlekałam. Zaplanowałam to, jak po pobycie w Polsce wróciłam do Korei.
B-Bomb stał przy krześle, na którym siedziałam i przyglądał mi się lekko zdezorientowany.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)