,,Ławka" cz.11
-Teraz
B-Bomb na pewno dotrzyma tej obietnicy.-szepnął mi na ucho.
-Szykuj
się na rewanż.-usłyszałam z oddali krzyk tego
chłopaka
o dziecięcej twarzy. Słyszałam odgłosy walki i nie wróżyły one
dobrze. JaeHyo też to zauważył.
-JaeHyo,
przepraszam.
-Co,
ale za co...-był zdezorientowany, a ja korzystając z tego
wyślizgnęłam mu się z uścisku i zaczęłam biec w stronę pola
walki. Nie minęło parę sekund, a już widziałam, że Kyung, Zico,
P.O, U-Kwon, Taeil i B-Bomb nie radzą sobie. Przede wszystkim nie
mieli jakiejkolwiek broni i tym już przegrywali. Nagle obok mnie
pojawił się JaeHyo. Przybiegł tak szybko, że nawet nie
zauważyłam, że po mojej drugiej stronie stoi jakaś trójka.
Chłopak chciał zaatakować.
-STÓJ!-krzyknęłam,
przez co on zatrzymując się prawie upadł na ziemię. Podeszłam
bliżej i tak jak podejrzewałam zobaczyłam Kyu, EunHyuka i Zhou
Mi'ego chowających się w krzakach.-Tchórze.-rzuciłam z gniewem w
ich stronę. Byłam zła na nich za to, ze od razu mi nie powiedzieli
i przez nich nakrzyczałam na przyjaciółkę.
Nagle
przed sobą usłyszałam przeraźliwy jęk, co gorsza wiedziałam do
kogo należy. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że B-Bomb
upadł na ziemię i zwija się z bólu. Widziałam jak jego koszulka
robi się czerwona od krwi. Przed nim stał chłopak z uniesionym
nożem. W tym momencie coś we mnie pękło. Jakaś siła kazała mi
zrobić coś z tym.
-JaeHyo
zabierzesz go stamtąd, proszę.-powiedziałam do niego. Chwyciłam
kawałek metalowego pręta, który Kyu trzymał w ręce i ruszyłam
przed siebie. Myślałam, że JaeHyo zignoruje moje słowa, ale ku
mojemu zdziwieniu on biegł obok mnie, wiernie dotrzymując mi kroku.
Jakie szczęście, że zrezygnowałam z założenia dzisiaj szpilek i
na nogach miałam trampki. Podniosłam pręt do góry szykując się
do ataku na tego, który zranił nożem B-Bomb'a. Gdy JaeHyo
odciągnął swojego nieprzytomnego przyjaciela, ja korzystając z
nieuwagi chłopaka z nożem w ręce, uderzyłam go dwa razy w brzuch.
Ten zgiął się wpół, upadł na kolana i wypuścił nóż z ręki.
Szybko kopnęłam go w tył, żeby tamten chłopak nie mógł po
niego sięgnąć.
-Nie
wiedziałam, że takim małolatą jak ty rodzice pozwalają o tak
późnej porze chodzić z nożem po parku.-rzuciłam złośliwie w
stronę zwijającego się z bólu blondyna. Szybko pobiegłam do
JaeHyo i pomogłam mu położyć B-Bomb'a na ławkę, bo widziałam,
że sobie nie radzi. Twarz B-Bomb'a zrobiła się biała jak papier,
jedynie jego policzki były lekko różowe. Położyłam mu dłoń na
policzku, pomimo tego, że miał rumieńce jego skóra była zimna.
Bałam się o niego. Bałam się, że nie przeżyje, nie chciałam go
stracić. Nie chciałam panikować, bo to pogorszyłoby tylko sprawę,
dlatego starałam się być opanowana i spokojna, chociaż w głębi
duszy czułam złość i rozpacz. Zdjęłam z siebie bluzę i
położyłam ją na krwawiącej ranie. Metalowy pręt, który wciąż
trzymałam w ręce rzuciłam U-Kwon'owi. Z trudem związanym ze
zmęczeniem, podeszłam do Zhou Mi'ego i reszty, którzy chwali się
w krzakach.
-Wybaczę
wam to co zrobiliście, tylko proszę pomóżcie mu.-wydyszałam,
wskazując na B-Bomb'a. Podałam im swój telefon, żeby zadzwonili
po pogotowie.
-Ty
suko!-warknął ktoś za mną.
Chciałam
się odwrócić, ale nagle poczułam mocne szarpnięcie i poleciałam
w tył, prawie upadając na ziemię. Oddaliliśmy się od chłopaków
na parę ładnych metrów. Udało mi się na chwilę odwrócić głowę
w stronę napastnika. Wystarczyło, że zobaczyłam dziecięcą twarz
i już wiedziałam kto to jest. -Zapłacisz mi za to.-wycedził przez
zęby. Drugą ręką chwycił mnie za szyję. Szykowałam się na
cios, ale zamiast tego napastnik puścił moje włosy i mogłam się
wyswobodzić z uścisku na mojej szyi. Chłopak w blond włosach
trzymał rękę zaciśniętą w pięść wycelowaną prosto w moją
twarz, ale nie mógł nią ruszyć, ponieważ EunHyuk zatrzymał ją
tak, aby
mnie
nie trafiła.
-Jak
możesz.-krzyknął blond włosy chłopak, zwracając głowę w
stronę EunHyuka.
-Po
tym co zrobiłeś Henremu już ci nie ufam.- odpowiedział.
-Co,
o co tu chodzi?-zapytałam ze zdziwieniem, gdy usłyszałam imię
Henrego.
-Przygruchałaś
sobie jego i jeszcze nie wiesz dlaczego Henry zginął?-powiedział
ze zdumieniem chłopak, wskazując na leżącego na ławce B-Bomb'a.
Nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo EunHyuk zasłonił mu usta
ręką. Chłopak odwrócił się w tył i rzucił się na niego ze
złością. Gdy stanął tyłem do mnie przyjrzałam się jego szyi.
Miał na niej tatuaż, czarną gwiazdę z dziewięcioma ramionami.
Już kiedyś widziałam taki tatuaż, tylko nie mogłam sobie
przypomnieć gdzie. Nagle wspomnienia w jednej chwilę uderzyły we
mnie z ogromną siłą. Ta gwiazda. Taki sam tatuaż miał napastnik,
który zabił Henrego.
-To...
To byłeś ty. Ty go zabiłeś!-wydarłam się na blondyna.
On
jednym ruchem powalił na ziemię EunHyuka i odwrócił się w moją
stronę.
-A,
więc sobie przypomniałaś.-uśmiechnął się bezczelnie.
-A...ale
dlaczego?-zapytałam ze łzami w oczach.
-A,
bo ty nie wiesz, że on też brał w tym wszystkim udział. No więc,
sprzeciwił mi się to go sprzątnąłem.-powiedział. Henry
przychodził czasem z jakimś siniakiem czy zadrapaniem, ale nigdy
nie podejrzewałam go o udział w walkach ulicznych. Nie to nie może
być prawda, on kłamie aby mnie sprowokować, ale z każdą chwilą
jak o tym myślałam stawało się to bardziej
prawdopodobne.-Starannie ukrywał przed tobą ten fakt, podziwiałem
go za to.
-Ty
potworze!-krzyknęłam. Zacisnęłam prawą rękę w pięść i
grzmotnęłam go w twarz z całej siły. Gdy przez chwilę był
oderwany od rzeczywistości kopnęłam go jeszcze tak, że zatoczył
się w tył i upadł na ziemię.
-Pożałujesz
za to.-wycedził przez zęby. Wypluł ślinę razem z krwią na
ziemię. Wierzchem dłoni wytarł policzek z krwi i ruszył na mnie
ze złością. Rzuciłam się do ucieczki, ale to nic nie dało.
Złapał mnie za rękę, a ja starając się wydostać z jego
uścisku, przewróciłam się i runęłam na ziemię. Nie bał się
uderzyć dziewczyny. Próbowałam wstać, ale ten kopnął mnie w
kolano, potem między łopatki i znów wylądowałam na ziemi. Przed
sobą zobaczyłam nogi chłopaka. Obok mnie w krzakach błyszczał
nóż, który wcześniej wylądował tam przeze mnie. Spróbowałam
go sięgnąć, ale blond włosy chłopak wyprzedził mnie. Teraz nikt
nie mógł mi pomóc. Chłopacy byli przyparci do muru, każdy z nich
walczył ostatkiem sił. JaeHyo pilnował B-Bomb'a i widziałam, że
trochę panikuje, patrząc na to co się przed nim dzieje i nie móc
nic zrobić. Kyu pomagał Kyung'owi, Zhou Mi pomagał Zico, a EunHyuk
leżał nieprzytomny na ziemi. Nawet metalowy pręt, który dałam
U-Kwon'owi
nie pomógł. Jeden z chłopaków z grupy tego blondyna wyrwał mu
pręt z ręki i wyrzucił w moją stronę. Miałam nadzieję, że
wyląduje tak, abym mogła go dosięgnąć, ale się myliłam. Pręt
przeleciał nad moją głową i wylądował z pluskiem w pobliskiej
rzece. Podniosłam głowę, aby ostatni raz spojrzeć na B-Bomb'a.
Cały czas był nieprzytomny i blady.
-Nie
ma tak. Nie będziesz dotykać mojego noża.-po raz kolejny podniósł
go do góry. Miałam płytki oddech i z moich ust wydobywały się
małe obłoki pary, zresztą tak jak u innych. Energia, którą
miałam na początku walki ulotniła się. Wszyscy byliśmy już
zmęczeni. Byłam cała pokryta zadrapaniami i siniakami. Zamknęłam
oczy i szykowałam się na najgorsze,
szykowałam
się na przeszywający ból.
Nagle
przed sobą usłyszałam wyjącą syrenę policji i ostre światła
błysnęły mi w oczy.
-Odłóżcie
broń na ziemię i podejdźcie tu z rękami na karku.-powiedział
przez megafon jeden z policjantów.
-Już
się robi.-spojrzałam na chłopaka. Na twarzy miał szyderczy
uśmiech i patrzył w stronę, z której dochodził głos z megafonu.
Wiedziałam dobrze co zamierza zrobić. W samą porę przewróciłam
się na lewy bok, bo po chwili kilka centymetrów od mojej głowy
usłyszałam dźwięk odbijającego się noża o asfalt. Gdybym tego
nie zrobiła nóż wbiłby mi się w tętnicę w szyi i
prawdopodobnie byłoby po mnie.
-Synu,
coś ty najlepszego zrobił!-powiedział długowłosy policjant,
podchodząc do chłopaka, który przed chwilą chciał mnie zabić. Z
trudem zapiął mu kajdanki na nadgarstkach. Podniosłam się z ziemi
i otrzepałam kolana. Miałam podarte spodnie i moja bokserka, która
wcześniej była biała teraz zrobiła się czarna. Kojarzyłam
tamtego policjanta z długimi włosami, to on przesłuchiwał mnie
gdy leżałam w szpitalu po tej całej napaści na mnie i Henrego.
Funkcjonariusze zabrali resztę chłopaków i usadzili w radiowozach.
W tym czasie przyjechała karetka i zabrała B-Bomb'a do szpitala.
Powiedzieli, że jest w nie najlepszym stanie i jak najszybciej muszą
go operować. Nie pozwolili mi z nim jechać, ponieważ policjanci
musieli jeszcze przesłucha mnie i chłopaków. Dopiero teraz
poczułam, że mam gęsią skórę na ramionach i jestem trochę
obolała. Byłam w samej bokserce, gdyż bluzę oddałam B-Bomb'owi.
Nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu.
-Zmarzniesz
tutaj, trzymaj.-powiedział JaeHyo, podając mi
swoją
bluzę. Patrzyłam się w pustkę przed siebie i myślałam o
ostatnich dwudziestu minutach. Przede wszystkim o tym co ten blondyn
powiedział o Henrym. Obróciłam się, gdy ponownie usłyszałam
syreny radiowozów. Patrzyłam na chłopaka w radiowozie, jak
odjeżdża skuty w kajdanki przez własnego ojca.
-Jak
on mógł zrobić coś takiego?-powiedziałam patrząc na radiowóz,
który zniknął za zakrętem. Podeszłam do Kyu i Zhou Mi'ego,
którzy po odprowadzeniu EunHyuka do karetki siedzieli na ziemi z
zwieszonymi w dół głowami.
-Dziękuję
wam za pomoc.-uśmiechnęłam się do nich. Byłam zmęczona, dlatego
ten uśmiech nie wyszedł mi najlepiej, ale oni rozumieli to. Kątem
oka zobaczyłam, że Zico i JaeHyo pomagają wstać Kyung'owi z
ziemi, bo miał złamaną rękę. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Zaprowadziłam chłopaków do mojego mieszkania i tam opatrzyłam ich
i swoje rany.
Najmniej
oberwał Taeil, dlatego to jego chłopacy wysłali po samochód.
-Jaehyo,
jak Taeil wróci z samochodem to pojedziesz z Krystal do szpitala. My
zostaniemy tutaj i poczekamy na informacje od was.-powiedział P.O.
Nie zdziwiłam się, że wybrali właśnie jego. JaeHyo był
najlepszym przyjacielem B-Bomb'a. Siedzieliśmy na sofie, z trudem
mieszcząc się na niej i z niecierpliwością czekaliśmy na
przyjazd Taeil'ego. Minęło dobre pół godziny odkąd karetka
zabrała B-Bomb'a do szpitala.
-A
wy jak się czujecie?-zapytałam chłopaków.
Przynajmniej
na chwilę oderwałam ich od myśli krążących wokół
B-Bomb'a.
-O
nas się nie martw, po kilku dniach dojdziemy do siebie.-pocieszali
mnie. Wstałam i poszłam poszukać bluzy dla siebie, aby oddać
JaeHyo tą, którą mi pożyczył.
-Hej,
jestem. Starałem się dotrzeć tutaj jak najszybciej, ale ruch na
ulicach jest tak ogromny, że szybciej się nie dało.-powiedział
Taeil wpadając do mieszkania. Gdy usłyszałam, że wszedł do
salonu wpadłam biegiem do pomieszczenia, prawie się
przewracając.-To co, kto jedzie?-zapytał, patrząc na każdego z
nas po kolei, bo nie miał pojęcia komu przekazać kluczyki.
-Zdecydowaliśmy,
że JaeHyo pojedzie z Krystal.-powiedział Zico. Taeil rzucił mu
kluczyki do auta.
-To
co jedziemy?-zapytał JaeHyo stojąc już przy drzwiach.
-Tak.-odpowiedziałam
i podeszłam do niego.-Kyung, jedziesz z nami. Ktoś musi zbadać tą
twoją rękę.-rzuciłam w jego stronę. Chciał zaprotestować, ale
podeszłam do niego i chwyciłam za zdrową rękę.
Ruch
na drogach rzeczywiście był ogromny, ale na szczęście
JaeHyo
znał skróty i po około dziesięciu minutach byliśmy na miejscu.
Wbiegłam po schodach do recepcji.
-Przepraszam,
czy może wie pani gdzie jest operowany Lee MinHyuk?-zapytałam z
pośpiechem.
-Tak.
Proszę iść tym korytarzem prosto i na końcu w lewo.-pielęgniarka
wskazała ręką korytarz za nami.
-Dziękuje
bardzo.-podziękowałam jej z lekko wymuszoną uprzejmością.
Ruszyliśmy wskazanym korytarzem pod salę operacyjną. Kyung'a
zaprowadziliśmy do chirurga, aby sprawdził czy jego ręką nie jest
czasem złamana. Każdego lekarza, który wychodził albo wchodził
na pytaliśmy o sytuację na sali. Każdy mówił, że wszystko jest
pod kontrolą, ale ja i tak bałam się o B-Bomb'a.
-Usiądź,
proszę cię. Jeżeli będziesz tak chodzić to tylko dostaniesz
zwrotów głowy.-powiedział zirytowany JaeHyo. Na tym korytarzu
byliśmy tylko my, dlatego tylko JaeHyo marudził, że chodzę po
całej jego długości. Chodziłam po korytarzu tam i z powrotem
chyba przez godzinę, aż w końcu usiadłam na krześle obok
chłopaka.
Wstałam
z niego, gdy Kyung przyszedł z ręką w gipsie.
-A
jednak miałam rację.-powiedziałam do niego.
-No
tak. Jest złamana, ale nie jest tragicznie.-uśmiechnął się
wieczny optymista.
Było
grubo po północy, a operacja nadal trwała. To ciągnęło się już
dobre dwie godziny, a z każdą kolejną minutą bałam się coraz
bardziej. Jak wtedy w parku zobaczyłam, że B-Bomb upadł na ziemię,
a jego biała koszulka zrobiła się czerwona od krwi myślałam, że
stracę go na zawsze, że odejdzie tak jak Henry, dodatkowo przez
tego samego człowieka.
-Przynieść
ci coś do picia?-zapytał JaeHyo, wstając z krzesła.
-Może
być herbata.-odpowiedziałam głosem całkowicie wypranym z emocji.
Byłam zmęczona walką, zła na tamtego kolesia z parku i okropnie
bałam się o B-Bomb'a.
-Jak
już idziesz, to mi możesz przynieść wodę.-powiedział Kyung.
-Ciebie
się nie pytałem.-zwrócił się do chłopaka. Mimowolnie się
uśmiechnęłam. Ta dwójka zawsze umiała mnie rozbawić. Siedziałam
tam i patrzyłam się pustym wzrokiem raz na podłogę, raz na drzwi
od sali operacyjnej.

Komentarze
Prześlij komentarz