Kończymy już
,,Ławka" cz.13
Ogromnie się cieszę, że czytacie to co tworzę.
Wdzięczna jestem za tyle wyświetleń, za komentarze i mam nadzieję, że w przyszłości (oczywiście, jeżeli blog się rozwinie) podejdziecie trochę odważniej do wyrażania swoich opinia na temat tego, co tu się znajduje.
Dzisiaj, co prawda, żegnamy się z Bohaterami ,,Ławki", ale mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mię się zrealizować (czt. dokończyć to, czego nie potrafię, z braku weny) kolejną z dłuższych historii.
Okej, żeby nie przedłużać powiem po prostu
Dziękuję
-No,
miejmy to już za sobą.- wyciągnął z teczki plik kartek i podał
mi go. W odpowiednim miejscu założyłam swój podpis i już nie
wynajmowałam tego lokalu. Podniosłam się z krzesła i uścisnęłam
rękę pana Lee na pożegnanie.
Wzięłam
swoją ostatnią wypłatę i razem z B-Bomb'em wyszłam.
-Widzę,
że jesteś pewna tego co robisz- powiedział B-Bomb, wpatrując się
w okno, na którym pan Lee zdążył już wywiesić napis ,,Do
Wynajęcia”.
-Bardziej
pewna już nie mogę być.- zwróciłam twarz w jego stronę i
uśmiechnęłam się.- Tamtą książkę mam już za sobą. Teraz
razem z tobą rozpoczynam nową opowieść.-dodałam.
-To
co idziemy?- zapytał, spoglądając na mnie.
-Tak.-
ruszyliśmy spokojnym krokiem w stronę bloku, w którym mieszkałam.
Z
kieszeni w moich spodniach wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi.
B-Bomb rzucił torbę, którą miał na ramieniu na podłogę obok
sofy. Przespacerowałam się przez salon i weszłam do kuchni, aby
zrobić nam kolację i coś do picia. Na kuchennym blacie leżała
dzisiejsza poczta, której rano nie sprawdziłam, bo spieszyłam się
do szpitala. Wzięłam stosik kopert do ręki i szybko sprawdziłam.
Rachunki, dwa listy od mamy i jeden, który zdziwił mnie lekko, list
z sądu. Otworzyłam go i przeczytałam.
-No
to szykujemy się jutro na nie dość miłe spotkanie.-westchnął
B-Bomb. Nie zauważyłam kiedy znalazł się za mną, dlatego
podskoczyłam, lekko przerażona.
-Nie
strasz mnie tak nigdy więcej.- powiedziałam, odwracając się do
niego.- Znasz jakiegoś kolesia o imieniu Choi Sungmin?- zapytałam,
opierając się o krawędź blatu.
-Ten
koleś to facet, który mnie tak urządził.- wskazał palcem miejsce
pod koszulką, gdzie miał ogromny opatrunek.- Chociaż trudno
powiedzieć, że ma dziewiętnaście lat, przez tą jego dziecięcą
mordkę.
-Tu
się zgadzam z tobą.- uśmiechnęłam się pod nosem.
Resztę
wieczoru spędziliśmy przed telewizorem, wtuleni w siebie tak mocno,
jakbyśmy nie widzieli się przez co najmniej pół roku..
Tydzień
później przyszło nam jeszcze raz spotkać się z koszmarem sprzed
dwóch tygodni.
Stałam
razem z B-Bomb'em i chłopakami przed salą, w której miała odbyć
się rozprawa. Niedaleko nas, na krzesłach przy ogromnym oknie,
siedział ten chłopak, Sungmin i jego koledzy. Gdyby nie było przy
nich strażników już dawno by nas zabili.
Punktualnie
o 17:00 zaczęła się rozprawa i mieliśmy wejść na salę.
Funkcjonariusze wprowadzali właśnie tamtych chłopaków, gdy nagle
Sungmin wyskoczył z tłumu i chwycił mnie za bluzkę, unosząc
lekko do góry.
-Słyszałaś,
że zapłacisz za to, ty dziwko!-ryknął Sungmin. Chciał mnie
uderzyć,
ale B-Bomb go powstrzymał. Razem z chłopakami otoczyli mnie,
tworząc przy tym niedostępny mur. Poprawiłam bluzkę i ogarnęłam
się.
-Tylko
spróbuj.- wycedził B-Bomb przez zęby.
Funkcjonariusze
szybko odciągnęli skaczących sobie do gardeł, chłopaków od
siebie.-Nic ci się nie stało?- zapytał z troską B-Bomb.
-Nie,
wszystko w porządku. Dzięki za ratunek.-powiedziałam.- Co ja bym
bez was zrobiła.- westchnęłam, wodząc po twarzach chłopaków.
Weszliśmy
na salę.
Przez
cały czas Sungmin bezgłośnie odgrażał się nam i co chwilę
dostawał za to pouczenie od sędziego.
Gdy
przyszła moja kolei na składanie zeznań, Sungmin zaczął rzucać
we mnie obelgami, które od początku miał na języku, ale
puszczałam je mimo uszu. Widziałam, że B-Bomb bardzo chce wstać
i przywalić mu w twarz z pieści. Pouczenia nic nie dawały, dlatego
sędzia nałożył na niego karę pieniężną. Chłopak, gdy tylko
usłyszał kwotę, przestał się odzywać i spuścił głowę w dół
z upokorzenia.
Opowiedziałam
o wszystkim co się wydarzyło w parku.
O
tym, że Sungmin miał nóż, którym zranił B-Bomb'a, a potem
chciał zabić mnie. Gdy o tym opowiadałam, łzy zbierały mi się w
oczach, ale nie dałam im spłynąć po moich policzkach, bo Sungmin
pomyślałby, że się go boję, a w rzeczywistości tak nie było.
Gdybym mogła, to nawet i tu, w sądzie, uderzyłabym go za te obelgi
na mój temat.
-Mało
tego, to właśnie on zabił Henrego Lau.- dodałam na koniec.
-Pamiętam
tą sprawę. Wtedy nie udało się znaleźć sprawcy.- odezwał się
policjant, zza pleców Sungmina. Dopiero teraz zauważyłam, że
ojciec chłopaka jest na sali i stoi za nim, opierając się o
ścianę. Miał zrezygnowaną i smutną minę, gdy patrzył na
swojego syna, którego musiał odprowadzić do więzienia.
-Jest
pani tego pewna?- zapytał sędzia, przenosząc wzrok na mnie i
spoglądając zza swoich okularów.
-Tak.-
odpowiedziałam stanowczo, zwracając się do sędziego.- Ma taki sam
tatuaż, jaki widziałam podczas tamtej napaści na mnie i Henrego, a
poza tym ten nóż, który miał w parku, jest także tym, którym
zabił Henrego.-chyba dałam im wystarczająco dowodów, aby uznali
go za winnego w tej i tamtej sprawie.
Sungmin
dostał wyrok o długości 15 lat więzienia, a jego kumple tylko 3
lata w zawieszeniu, ponieważ brali tylko udział w tej bójce w
parku.
-W
końcu się to wszystko skończyło.- westchnęłam, gdy wyszliśmy z
budynku sądu.
-Zgadzam
się z tobą.- powiedział JaeHyo, obejmując mnie przy tym
ramieniem.
-Stary,
weź się odczep, to moja dziewczyna.- B-Bomb strząsnął jego ramię
i sam przyciągnął mnie do siebie.
-Dobra,
ale moja przyjaciółka.- zaczęli się kłócić.
-Poprawka,
nasza przyjaciółka.- wtrącił się U-Kwon.
-Tak,
jestem waszą przyjaciółką.- przerwałam im kłótnie.- I twoją
dziewczyną.- zwróciłam się do B-Bomb'a, który zbliżył się do
mnie i lekko musnął moje usta.
Szliśmy
właśnie przez park, gdy nagle B-Bomb się zatrzymał i stanął
przede mną.
-Wracając
do tamtej rozmowy.- zaczął.- Poprawię cię. Nie moją
dziewczyną...- urwał. Z kieszeni wydobył małe, srebrne pudełeczko
i wręczył mi je. Otworzyłam wieczko i zobaczyłam śliczny,
srebrny pierścionek z błękitnym diamencikiem.- Tylko moją
narzeczoną... a później żoną, co Krystal?- zapytał.
Nie
wiedziałam co mu odpowiedzieć. Przenosiłam wzrok raz na niego, raz
na chłopaków, którzy stali wokół nas i raz na pierścionek w
pudełku.
-Tak.-
udało mi się wykrztusić.
B-Bomb
chwycił mnie w ramiona i mocno przytulił, obracając się przy tym
dookoła. Po chwili postawił mnie na ziemię i założył
pierścionek na mój palec. Przysunął się bliżej, położył mi
ręce na ramionach i pocałował.
Chłopacy
pogratulowali nam.
-W
końcu zdobyłeś się na odwagę.- powiedział do niego P.O.
-Cicho
siedź.- zawtórował mu B-Bomb. Uśmiechnęłam się, a więc
planował to od jakiegoś czasu. Nie dziwię się, że wybrał
właśnie to miejsce, żeby mi się oświadczyć. To tutaj się
poznaliśmy. W parku, przy ławce. Pamiętam jak rozlał na mnie swój
sok, a ja na niego. Był wtedy taki zakłopotany, wręcz słodki, że
nie podejrzewałabym go o udział w walkach ulicznych. Teraz jak go
dobrze znałam nie powiedziałabym, że jest niewinny i słodki.
Wtedy myślałam, że stoi przede mną chłopak, który nie wie co
zrobić. Teraz wiem, że mam przed sobą mężczyznę, który będzie
walczył o mnie do końca. Wiedziałam, że mam przed sobą mojego
mężczyznę, z którym spędzę resztę życia.
Ja
sama też się zmieniłam. Nie byłam już taka nieśmiała,
przestraszona światem. Wydoroślałam i stałam się kobietą.
Kobietą B-Bomb'a. Jak teraz o tym pomyślałam, to wszystko zaczęło
się od ławki, obok której właśnie staliśmy.
Chłopacy
odprowadzili nas pod klatkę schodową bloku, gdzie mieściło się
moje
mieszkanie i potem zostawili nas samych pod pretekstem, że muszą
posprzątać w domu. Wiedziałam, że to ściema, bo oni nigdy z taką
ochotą nie chcieli sprzątać.
Wpadliśmy
do mieszkania tak głośno, że pewnie następnego dnia sąsiedzi
będą wypytywać mnie co się tutaj działo, ale miałam to gdzieś.
Spędziliśmy najlepszą noc w naszym życiu, którą za zawsze
zapamiętam.
Po
miesiącu od całego zajścia w parku polecieliśmy do Polski. Zico,
Kyung, JaeHyo, U-Kwon, P.O i Taeil uparli się, że polecą z nami,
dlatego całą ósemką wpakowaliśmy się do samolotu.
Przedstawiłam
mamie najpierw B-Bomb'a, a potem resztę grupy, która stała za
nami. Opowiedziałam jej jak się wszyscy poznaliśmy, omijając fakt
o walkach ulicznych, o tym co się w parku i o tym, że byłam w
sądzie, czyli ocenzurowałam prawie wszystko.
Po
południu poszliśmy na miasto spotkać się z Katy, Mariką, Miriam
i Werą, która w końcu znalazła czas dla przyjaciółki. Polubiły
chłopaków, szczególnie, że zachowywali się jak idioci, czyli
prawie tak jak my.
Niestety
nasz pobyt w Polsce był krótko, bo trwał tylko trzy dni i potem
musieliśmy wracać, ale obiecałam mamie i dziewczynom, że jeszcze
kiedyś przyjedziemy. Chłopacy żałowali, że nie udało nam się
zostać trochę dłużej. Byli zachwyceni Polską.
Krótko
po tym B-Bomb wprowadził się do mnie i jak to bajkach bywa, żyliśmy
długo i szczęśliwie. Szczególnie, że w naszej bajce było dużo
szczęścia i namiętności.
I
pomyśleć, że to wszystko zaczęło się od jednej ławki.

Komentarze
Prześlij komentarz