,,Ławka" cz.9



W tej części opowiadania troszku mnie poniosło z wyobraźnią :p



Nie wiem czy miałam teraz na niego nakrzyczeć, czy zaprowadzić do mieszkania i tam to zrobić.
-Już kiedyś mi to mówiłeś.-odrzekłam, patrząc w pustą przestrzeń przed siebie.
-Wiem, przepraszam j-ja...- B-Bomb wstał z ławki i stanął przede mną. Próbował się tłumaczyć, ale nie miałam zamiaru tego słuchać. Byłam na niego zła.
-Obiecałeś.- powiedziałam.-Obiecałeś mi, że więcej tego nie zrobisz, i co?- B-Bomb patrzył na mnie z bezradną miną. Łzy napłynęły mi do oczu. Dwa miesiące temu przysięgał, że więcej nie weźmie udziału w walkach ulicznych, a teraz widzę go w poszarpanych ubraniach, z rozciętą wargą i łukiem brwiowym.
-Słuchaj, daj mi to wyjaśnić...
-Nie, nie chcę tego słuchać. Już drugi raz mnie okłamałeś.- odsunęłam się od niego.- Przepraszam ja...ja tak dalej nie mogę.- odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam przed siebie. Wierzchem dłoni otarłam łzy spływające mi po policzkach. Chmury całkowicie zakryły słońce i dookoła zrobiło się szaro. Zaczęło grzmieć. Bałam się burzy. Chciałam się cofnąć i wtulić w B-Bomb'a, ale gdybym to zrobiła uznałby, że jestem słaba, a nie chciałam tego. Strach i złość walczyły wewnątrz mnie o wygraną.
Zaczęło padać, ale nie zwróciłam na to uwagi, szłam prosto przed siebie. Nagle ktoś chwycił mnie za rękę i pociągnął do przodu, zmuszając do biegu.
-Co ty wyprawiasz, puść mnie!- krzyknęłam, gdy zobaczyłam, że to B-Bomb. Zignorował moje słowa i biegł dalej. Torebka odbijała mi się od bioder. Chciałam się zatrzymać, ale to pogorszyło tylko sprawę, a poza tym wywróciłabym się. Szybko dotarliśmy do klatki schodowej bloku, w którym mieszkałam.
Gdy weszliśmy do środka, wyrwałam się z uścisku B-Bomb'a.
-Sama bym doszła, nie potrzebuje twojej pomocy.- powiedziałam, patrząc na niego ze złością.- A poza tym nie rozmawiam z tobą. Okłamałeś mnie.- odwróciłam się, wbiegłam po schodach i znalazłam się przed drzwiami do mojego mieszkania. Otworzyłam torebkę i zaczęłam szukać kluczy. Byłam tak zła na B-Bomb'a, że przez dłuższy czas nie mogłam ich znaleźć, dlatego on zdążył mnie dogonić. Chwycił moją torebkę i szybko znalazł klucze. Wyrwałam mu je z ręki. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i zamknęłam mu je przed nosem. Nie chciałam go już więcej widzieć. Właśnie miałam je zakluczyć, gdy nagle B-Bomb pchnął je z wielką siłą tak, że prawie się wywróciłam.
-Powiedziałam ci już, że masz mnie zostawić!- krzyknęłam.
-Tak, ale ja muszę ci powiedzieć prawdę...
-Prawda jest taka, że mnie okłamałeś.- podeszłam bliżej, tak żeby patrzył na mnie z góry.- A ja głupia ci wierzyłam. Całe te dwa miesiące kłamałeś mi w żywe oczy. Mówiłeś, że jest dobrze, że już nie bierzesz udziału w tych walkach. Jak mogłeś.- uderzyłam pięściami w jego klatkę piersiową. Łzy ciekły mi po policzkach.-Jak mogłeś?- jeszcze jedno uderzenie i nagle B-Bomb chwycił mnie za nadgarstki. Ruszył do przodu i przycisnął moje plecy do ściany za nami.
Chciałam się uwolnić, ale był zbyt silny. Pierwszy raz widziałam, żeby się tak zachowywał.
-Prosiłem, abyś dała mi to wytłumaczyć.- powiedział spokojnym głosem.- Widzę jednak, że po dobroci się nie zgodzisz, dlatego to jedyny sposób, żebyś mnie wysłuchała.
-Dobra, wysłucham cię tylko proszę puść mnie.- przeraziłam się. Nigdy się tak nie zachowywał.
-Nie, teraz nie ustąpię. Trzeba było wcześniej pomyśleć.-powiedział, ale teraz trochę groźniejszym głosem.-Kłamałem, prawda, ale miałem swoje powody.- chciałam już coś powiedzieć na ten temat, ale B-Bomb nie pozwolił mi na to.-Oni wiedzą kim jesteś, znają cię.
-Oni? To znaczy kto?- zapytałam.
-Kolesie, z którymi cały czas walczymy. Z przeciwnego gangu. Co gorsza ojciec jednego z nich jest oficerem w policji, dlatego nic im nie można zrobić.- wyjaśnił.- Mniejsza z tym, powiedzieli, że jeżeli zrezygnujemy z udziału w walkach ulicznych to... to...-głos mu się załamał.
-To co? Proszę, powiedz mi.
-To coś może ci się stać, że już więcej cię nie zobaczę, a ja nie chcę cię stracić...- pochylił się i oparł czołem o moje. Nie mogłam uwierzyć w to co mówi.-Nie chcę i nie mogę, bo cię potrzebuje.- w tym momencie zbliżył się jeszcze bardziej do mnie. Już nie ściskał tak mocno moich nadgarstków, bez problemu mogłabym się uwolnić tylko, że nie chciałam. Wiedziałam aż za dobrze co chce zrobić. Odchyliłam głowę lekko do tyłu i nasze usta się spotkały. Najpierw całował mnie delikatnie, a potem coraz bardziej namiętnie. Puścił moje ręce i mogłam go objąć. On położył swoje ręce na ścianie z obu stron mojej głowy i podszedł jeszcze bliżej, tak że moje kolana dotykały jego. Uniósł mnie do góry, a moje nogi objęły go w pasie. Byliśmy przemoczeni od deszczu, ale nie przeszkadzało nam to. Nasze oddechy mieszały się. Czułam żar na całej mojej skórze. B-Bomb trzymając mnie przeszedł przez salon, potem kuchnię i znaleźliśmy się w mojej sypialni. Ostrożnie położył mnie na łóżku, tak jakby w rękach miał małe dziecko. Moje ręce zacisnęły się na jego koszulce i zadarły ją do góry. B-Bomb włożył mi rękę pod bluzkę, ale gdy dotknął blizny po tamtej ranie, odepchnęłam ją. Wróciły tamte wspomnienia. Wyprostowałam się i usiadłam na łóżku.
-Przepraszam, jeżeli zrobiłem coś nie tak to powiedz.- widziałam, że B-Bomb przeraził się trochę moją reakcją.
-Nie, to nie tak, to ja powinnam cię przeprosić, za to co zrobiłam. Po prostu te wspomnienia wciąż wracają, pomimo, że to było tak dawno.- brzydziłam się sobą za to, jak go potraktowałam. Tego dnia już chyba trzeci raz łzy popłynęły mi po policzkach. B-Bomb usiadł obok i mnie przytulił.
-Nie płacz, przecież nic się nie stało.- powiedział.
Pocałował mnie czule w czoło. Byłam zdziwiona jego reakcją. Myślałam, że odsunie się ode mnie i więcej nie dotknie. Obdarowałam go za to pocałunkiem.
-Dziękuje ci... Dziękuje ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś.- powiedziałam, wtulając się w niego jeszcze bardziej. Odchylił głowę w tył i lekko musnął moje usta.
-Gdy się spotykaliśmy to ty zawsze robiłaś kolację. Teraz moja kolei.- powiedział, podnosząc się z łóżka.
Uśmiechnęłam się do niego. Przez pół godziny siedziałam na sofie w salonie i czekałam na kolację. Przed tym jak zaczął ją przygotowywać opatrzyłam mu rany i dałam czyste ubrania. Po mieszkaniu krążyły piękne zapachy. Mój żołądek dawał znać, że jest pusty.
Razem zjedliśmy pyszną kolację przygotowaną przez
B-Bomb'a. Obejrzeliśmy film, który tym razem ja wybrałam. Zdecydowałam się na jakąś komedię romantyczną i tym razem to B-Bomb nie mógł
wytrzymać, bo to ja komentowałam. Po kilku minutach i on się dołączył.
Musiałam zasnąć przed końcem filmu, ponieważ obudziłam się w moim łóżku wtulona w B-Bomb'a. Prawdopodobnie przeniósł mnie gdy spałam. Obejmował mnie swoimi silnymi ramionami tak, jakby chciał mnie przed czymś obronić. Bał się o mnie. Podniosłam lekko głowę i spojrzałam na niego. Spał spokojnie. Powoli i ostrożnie wyślizgnęłam się z jego uścisku i poszłam zrobić śniadanie. Zegar pokazywał godzinę 8:30. Przeciągnęłam się na myśl, że pozwoliłam sobie tak długo spać.
Pół godziny później wstał B-Bomb. Był w samych bokserkach, więc pomyślałam, że w nocy musiał zdjąć spodnie. Podszedł do mnie, objął w pasie i oparł się brodą o moje ramię. Odwróciłam głowę w jego stronę, odrywając tym sposobem wzrok od krojenia pomidora do kanapek. B-Bomb pocałował mnie lekko w usta. Stał tak i obejmował mnie tak długo, aż nie skończyłam robić śniadania. Trochę to było dziwne, bo zwykle nie lubiłam jak ktoś patrzy mi na ręce, szczególnie gdy robiłam coś w kuchni. Może się do tego przyzwyczaiłam, kto wie.
-Co zamierzasz z tym zrobić?- zapytałam, gdy jedliśmy kanapki.
-Niby z czym?- B-Bomb był trochę zdziwiony moim pytaniem.
-No wiesz, z tymi groźbami, że już więcej mnie nie zobaczysz.- przypomniałam mu.
-A... z tym. Sam nie wiem.-powiedział, zabierając puste talerze i chowając je do zmywarki.-Nie chcę teraz o tym myśleć. Wolę cieszyć się tym co jest tu i teraz.-podszedł do krzesła, na którym siedziałam i położył mi ręce na biodra. Objęłam go ramionami za szyję. Uniósł mnie do góry, a ja instynktownie objęłam go nogami w pasie. Nasze głowy znajdowały się na tym samym poziomie tak, że nasze nosy się stykały. Pocałowałam go lekko. Uśmiechnął się i też mnie pocałował. B-Bomb'a poniosło trochę. Zamiast lekkich i delikatnych pocałunków dostałam gorące i namiętne. Całował moje usta i policzki, potem zszedł niżej na szyję.


Komentarze

  1. Anonimowy20:02:00

    Bardzo fajne opowiadanie. Naprawde miło i szybko mi sie czytało :) Pisz dalej! ~Anonimowa czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo :) mam nadzieję, że dalej też będzie się miło czytać :3

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)