Fanfiction z Jungkookiem :3


No to jedziemy dalej z tym fanfickiem >.< dodaję dzisiaj, ponieważ jutro prawdopodobnie nie będę miała czasu żeby wejść na kompa.


Kolejny tydzień wyglądał tak samo. Gniewne spojrzenia dziewczyn, obiady z Cat na stołówce, do których dołączył się Jungkook. Po części cieszyłaś się widząc zazdrość u koleżanek, ale nie lubiłaś być w centrum zainteresowania.
Piątkowe lekcje szybko ci zleciały i już byłaś w drodze do samochodu. Wcześniej jeszcze ustaliłaś z Cat ostatnie sprawy wypadu do klubu i pożegnałaś się z nią.
-Mimi!- usłyszałaś wołanie za sobą. Zatrzymałaś się i gwałtownie odwróciłaś. Zobaczyłaś biegnącego w twoją stronę, Jungkooka. Chłopak zatrzymał się przed tobą trochę zdyszany i musiał chwilę odpocząć, żeby móc się odezwać.
-O co chodzi?- zapytałaś.
-Tooo, kiedy się umówimy na te korepetycje?- zapytał nieśmiało.
-Hmmm....- zastanawiałaś się przez chwilę. Przez cały kolejny miesiąc nie będziesz miała czasu, bo zabierasz się za dorywczą pracę.- Wiesz co, masz czas teraz?- zapytałaś, patrząc pytająco na chłopaka.
-Teoretycznie, tak.- odpowiedział.
-Chodź.- wskazałaś głową swoje auto. Pojechaliście do twojego domu, a ty miałaś nadzieję, że Krzykacz będzie jeszcze w pracy.
O dziwo drzwi wejściowe były zamknięte, przez co musiałaś użyć swoich kluczy. Skierowaliście się w stronę schodów. Na drzwiach od piętra wisiała biała kartka:
,,Masz dom dla siebie, ciesz się. Wrócimy dopiero nad ranem. Zostawiłem ci trochę kasy na kolację."
Ewidentnie wiadomość napisana przez Krzykacza, pomyślałaś. Oderwałaś kawałek papieru z korektą od drzwi i od kluczyłaś je. Jungkook był trochę zdziwiony tym, ale nie odezwał się ani słowem.
-Rozgość się.- powiedziałaś do chłopaka. Zajrzałaś do koperty i ze zdziwienia aż otworzyłaś usta. Krzykacz zostawił ci trzy stówy.- Cóż za hojność. - mruknęłaś pod nosem.
-Słucham?- widocznie Jungkook usłyszał twoją rozmowę z samą sobą.
-A nie, nic. Chcesz pizzę?- zwróciłaś się do niego. Chłopak w odpowiedzi przytaknął głową.
Chyba przez cztery godziny męczyliście się z angielskim. Może nie były to doskonałe korepetycje, ale przynajmniej było zabawnie.
-Chyba starczy na dzisiaj.- powiedziałaś, przeciągając się. Twój zegarek właśnie wybił godzinę 20:00.
Odwiozłaś Jungkooka do jego domu, bo droga na pieszo zajęłaby mu jakąś godzinę. Wróciłaś do domu i zaczęłaś się szykować na imprezę.
Wyjęłaś z szafy swoją ulubioną sukienkę. Czarną, cekinową sukienkę, sięgającą trochę przed kolano. Poszłaś wziąć prysznic, a potem nałożyłaś lekki makijaż na swoją twarz.
Punktualnie o 22:00 Cat przyjechała po ciebie i ruszyłyście w drogę.
W klubie przedzierałyście się przez tłum tańczących ludzi i w końcu znalazłyście się przy barze. Dzięki fałszywym dowodom zamówiłyście sobie drinki.
Po opróżnieniu szklanek, weszłyście na parkiet. Może nie byłyście najlepszymi tancerkami, ale coś tam potrafiłyście zatańczyć. Wokół was kręciło się paru chłopaków, mieli może ze 20 lat, ale nie reagowałyście na ich zaloty.
Po kilku godzinach opadłyście z sił, więc postanowiłyście trochę odpocząć.
-Ja pierdole!- wykrzyknęła Cat, patrząc na wyświetlacz swojego telefonu.
-Co się stało?!- spróbowałaś przekrzyczeć klubowe głośniki. Twoja przyjaciółka w odpowiedzi pokazała ci ekran telefonu. Nieźle, 30 nieodebranych połączeń od jej matki. Cat szybko wybrała jej numer i zadzwoniła.
Po skończonej rozmowie dziewczyna chwyciła się za głowę.
-Co się stało? Mój kochany brat naćpał się i wydał mnie rodzicom!- wyjaśniła.- Przepraszam cię, ale muszę natychmiast jechać do chaty, bo jak nie to rodzice mnie zabiją.- wzięła swoją torebkę i skierowała się w stronę wyjścia.- Zresztą i tak to zrobią.- rzuciła mi przez ramię.
-Spoko, wrócę na pieszo.- powiedziałaś.
Jeszcze tylko chwilę byłaś w klubie, a potem sama wyszłaś. Bez twojej przyjaciółki to nie było to samo.
Przy wyjściu z budynku jacyś kolesie zaczęli cię zaczepiać, ale ty twardo szłaś przed siebie.
Mijałaś kluby, zamknięte restauracje i centra handlowe, no i oczywiście całodobowe sklepy z alkoholem, aż miejskie zabudowania zmieniły się w drzewa, które przez jakiś kilometr prowadziły do twojego domu. Cały ten czas miałaś wrażenie, że ktoś idzie za tobą, ale gdy tylko się odwracałaś, nikogo nie było.
Nagle przed tobą, jakby spod ziemi, zamajaczyły dwie sylwetki mężczyzn. Zwolniłaś kroku, a oni przyspieszyli. Gdy stanęli w świetle latarni, poznałaś ich. To ci sami, którzy zaczepiali cię przed klubem. Stanęłaś jak wryta, bo nie bardzo wiedziałaś gdzie uciekać.  -To co, zabawimy się może?- zapytał jeden z nich, oblizując swoje usta i uśmiechając się do ciebie zadziornie.
-Sorry, spieszę się.- spróbowałaś ich obejść, ale ten, który się jeszcze nie odezwał, chwycił cię w pasie i przycisnął do drzewa.
-Nie ma tak łatwo.- powiedział.
-Puść mnie!- krzyczałaś, ale było mało prawdopodobne, żeby ktoś cię usłyszał.
Mężczyzna, który cię trzymał, teraz zaczął całować twoją szyję. Starałaś się go odepchnąć, ale bez skutku. Mężczyzna rozdarł twoją sukienkę do pasa i teraz widać było jaką bieliznę dziś założyłaś. Włożył rękę pod rozerwany materiał i chciał zdjąć z ciebie stanik, ale ktoś jednym, silnym szarpnięciem oderwał go od twojej szyi i bielizny.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)