,,Ławka" cz.10
Dziękuję za komentarz pod poprzednią częścią, który zmotywował mnie do dalszego wstawiania tego opowiadania :) mam nadzieję, że będzie ich więcej :3
Położyłam
nogi na podłogę i nadal całując B-Bomb'a, pociągnęłam go w
stronę sofy.
-Czekaj,
na pewno tego chcesz?-zapytał, odsuwając się trochę ode mnie.
-Dlaczego
pytasz?
-Wczoraj
trochę przeraziłem się twoją reakcją i...-przerwałam mu.
-Słuchaj
wczoraj, gdy dotknąłeś mojej blizny na brzuchu przypomniałam
sobie tamten dzień, w którym straciłam dwie osoby, które
kochałam.- wyjaśniłam.-Teraz spróbuję tego nie zrobić.- dodałam
-Ja
nie chcę robić nic wbrew tobie.-powiedział. Widziałam, że boi
się o mnie, boi się, że zrobi coś źle i będę cierpieć.
-Proszę
cię przestań.-przewróciłam oczami. Ujęłam jego twarz w
ręce.-Posłuchaj, ja sama chcę tego. Nie bój się, nie zrobisz nic
wbrew mnie.-pocałowałam go, aby potwierdzić moje słowa. Położył
mi rękę na plecach i powoli zaczął się cofać w stronę
sypialni. Zdążyłam jeszcze kątem spojrzeć na zegar, była 18:30.
Wpadliśmy do sypialni tak szybko, że prawie się wywróciliśmy.
Zdjęłam koszulkę z B-Bomb'a, a on powoli rozpinał guziki bluzki,
którą miałam na sobie.
Byliśmy
bliżej siebie niż kiedykolwiek byśmy byli.
Od
teraz byłam jego i tylko jego.
Rano
obudziłam się w objęciach mojego chłopaka. Pod głową czułam
jak jego klatka piersiowa unosi się i opada, gdy oddycha. Byłam
szczęśliwa. Spojrzałam na twarz B-Bomb'a. Nie spał, tylko
wpatrywał się we mnie z uśmiechem. Gładził ręką moje plecy.
Nagle
przypomniało mi się, że nie mam nic na sobie. Usiadłam prosto na
łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Na podłodze leżały
porozrzucane nasze rzeczy. Uśmiechnęłam się do siebie na
wspomnienie wczorajszego wieczoru. Nie dręczyły mnie tamte
wspomnienia, bo B-Bomb starał się nie dotykać blizny. Natomiast
dręczyło mnie coś innego. Jeżeli Katy mówiła prawdę i nie
rozmawiała z Zhou Mi od dłuższego czasu, to skąd wiedzieli o
kłamstwie. Jak ja mogłam ją o to oskarżyć, przecież była moją
przyjaciółką i powinnam jej wierzyć.
B-Bomb
zauważył po jakimś czasie, że się nad tym zastanawiam.
-Powiesz
mi nad czym tak myślisz ostatnio?-zapytał B-Bomb, wyrywając mnie z
zamyślenia. Siedziałam przy kasie w cukierni i patrzyłam jak on
sprząta stoliki. Szykowaliśmy się do zamknięcia. Tego dnia
mieliśmy dużo pracy, bo w cukierni odbywało się przyjęcie
urodzinowe, dlatego też kumple B-Bomb'a przyszli nam pomóc. Całą
siódemką krzątali się po lokalu, zrywając stoły i ustawiając
przy nich krzesła.
-Co?
A... nad niczym.-odpowiedziałam po krótkiej chwili.
-Przecież
widzę. To co powiesz?-jeszcze raz spróbował wyciągnąć ze mnie o
czym myślę. Podszedł do mnie i objął rękami w pasie. Nie
ukrywał przed chłopakami tego, że jesteśmy parą, zresztą i tak
by się dowiedzieli.
-Przestałam
chodzić na treningi.-westchnęłam.
-Co,
ale dlaczego?-zapytał ze zdziwieniem.
-Dopóki
ty chodziłeś ze mną chłopacy nic nie mówili.-zaczęłam.-Ale gdy
przestałeś grać z nami zaczęli wygadywać o tobie takie rzeczy,
że w końcu się z nimi pokłóciłam.
-Wiedziałem,
że prędzej czy później zaczną to robić. Zresztą od razu, gdy
się poznaliśmy patrzyli na mnie jakbym był jakimś seryjnym
mordercą.-po tych
słowach
uśmiechnął się lekko pod nosem.
-Bardziej
mnie zastanawia skąd KyuHyun wiedział, że mnie okłamałeś.
-KyuHyun?-zapytał
Kyung odwracając się w naszą stronę.
-Tak,
to kumpel Henrego, z którym trenowałam siatkówkę wraz z
EunHyukiem i Zhou Mi.-wyjaśniam. Chłopacy spojrzeli na siebie
porozumiewawczym wzrokiem.
-O
co chodzi?
-Nie,
nic... Wiesz przypomniało mi się, że mamy jeszcze coś do
zrobienia.-powiedział Kyung. Reszta się z nim zgodziła i wyszli,
zostawiając mnie i B-Bomb'a samych.
-Zachowywał
się trochę dziwnie, o co mu chodziło?-zapytałam, gdy byliśmy już
sami.
-To...
To nie ważne.-westchnął.
Podejrzewałem,
że chłopacy znali już wcześniej KyuHyuna, EunHyuka i Zhou Mi'ego,
tylko skąd.-Znaliśmy się już wcześniej, ale to nie była dobra
znajomość.-wyjaśnił.
Więc
jednak miałam rację.
Wyszliśmy
z cukierni trzymając się za rękę. Przy B-Bomb'ie czułam coś,
czego z nikim innym nie doświadczyłam, nawet z Henrym.
-Zostaniesz
na kolację?-zapytałam wchodząc przez drzwi do mieszkania.
-Nie,
nie dzisiaj. Muszę jeszcze pogadać z chłopakami.-powiedział ze
smutkiem w głosie.
-Szkoda.-westchnęłam.
-Obiecuję,
że jutro zostanę.-podszedł bliżej, pocałował mnie na pożegnanie
i wyszedł.
Cały
kolejny miesiąc męczyła mnie jedna i ta sama myśl. Skąd B-Bomb i
reszta znali Kyu, EunHyuka i Zhou Mi'ego.
Było
ciepło, dlatego z B-Bomb'em i chłopakami często chodziłam na
spacery. Nie przeszkadzało im to, że jesteśmy parą. Wręcz
przeciwnie, dzięki temu poznałam ich bliżej i zaprzyjaźniliśmy
się. Popołudnia spędzałam z nimi w moim mieszkaniu albo w ich
domu, natomiast wieczory były tylko moje i B-Bomb'a.
Wracaliśmy
właśnie przez park z kina. Chłopacy całą siódemką postanowili
mnie odprowadzić. Szliśmy w grupce, rozmawiając i śmiejąc się.
B-Bomb obejmował mnie ramieniem. Nagle przed nami pojawiło się
dziesięć sylwetek. Gdy się zbliżyli latarnia oświetliła ich
twarze. Byli to sami chłopacy i nie wyglądali przyjaźnie. Wśród
nich zobaczyłam Kyu, EunHyuka i Zhou Mi'ego. Teraz wiedziałam
dobrze skąd się znali i skąd cała ich trójka wiedziała, że
B-Bomb mnie okłamał. Chłopak ręką lekko pchnął mnie do tyłu i
przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą, całkowicie mnie
przy tym zasłaniając.
-Czego
tu szukacie?-krzyknął jeden z nich.
-Chyba
możemy sobie spacerować po parku, co nie?-odpowiedział im zuchwale
Zico. Wychyliłam się lekko zza pleców B-Bomb'a, ale to był chyba
błąd, bo tamci mnie zauważyli, może nie twarz, lecz moje czerwone
włosy nie mogły przejść niezauważone. Teraz nie mogłam już się
ukryć więc zrobiłam mały krok w prawą stronę. B-Bomb spojrzał
na mnie gniewnym wzrokiem, ale zignorowałam to. -Aha, już rozumiem
czemu trójka moich kolegów bała się konfrontacji z
wami.-uśmiechnął się do mnie zadziornie i spojrzał przez ramię
na EunHyuka, Zhou Mi'ego i Kyu. Gdy ja na nich spojrzałam, spuścili
głowy w dół i przesunęli się na sam tył grupy. Inni natomiast
wyciągnęli zza swoich pleców różnorodną broń, od kija
bejsbolowego po długi i ostry nóż, który trzymał chłopak
stojący z przodu. Wyglądał trochę jak małe dziecko z
niebezpiecznym narzędziem w ręce przez tą swoją dziecinną buzię.
Widocznie byli przygotowani na to, że nas spotkają.
-Nie
mówcie tylko, że się nas nie spodziewaliście. Widząc jak
jesteście przygotowani podejrzewam, że to właśnie na nas
czekaliście.-krzyknął do nich B-Bomb. Spojrzałam na niego
błagającym wzrokiem, aby przestał ich prowokować, ale on
zignorował to, tak jak ja wcześniej.-JaeHyo.-szepnął do stojącego
obok chłopaka. Ten odwrócił głowę, tak jakby wiedział co B-Bomb
chciał powiedzieć do niego. Ja patrzyłam na nich z mętlikiem w
głowie, zastanawiając się co teraz zrobią.-Zabierz ją stąd jak
najdalej.-dokończył, wskazując na mnie oczami.
-Co?!
Nie, nie pozwolę ci na to, zostaję tutaj, zresztą ich jest
siedmiu, nie licząc tamtych tchórzy z tyłu, bez JaeHyo nie
poradzicie sobie z nimi.-odwróciłam się gwałtownie w jego stronę.
Staliśmy od tamtych dziesięć metrów dalej dlatego nie mogli nas
usłyszeć, ale B-Bomb i tak zaprowadził mnie do tyły naszej
nielicznej grupki, tak żeby reszta chłopaków nas zasłaniała. W
ślad za nami poszedł JaeHyo.
-Proszę,
nie utrudniaj tego. Robię to dlatego, żeby cię chronić. Uwierz
mi, może niektórzy z nich wyglądają jakby byli dziećmi, ale w
rzeczywistości tak nie jest.-mówił spokojnym szeptem. Ja natomiast
miałam łzy w oczach, wystarczyło jedno mrugnięcie, aby spłynęły
mi po policzkach zostawiając ślad za sobą. B-Bomb patrzył na mnie
błagającym wzrokiem, a ja starałam się tego unikać. Nie chciałam
go zostawiać w takiej sytuacji.-Kocham Cię i dobrze o tym wiesz,
dlatego nie chcę żeby coś ci się stało.-oparł się czołem o
moje czoło. Pierwszy raz powiedział na głos, że mnie kocha. Teraz
na pewno nie mogłam go zostawić. Pocałował mnie, a ja wtuliłam
się w niego wdychając jego zapach.-Obiecuję ci, że się
zobaczymy.-powiedział i kiwnął głową dając znak JaeHyo. Ten
chwycił mnie za ramiona i pociągnął do tyłu, tak żeby żaden z
tamtych gości nie zauważył, że zniknęłam. Trzymał mnie mocno,
abym nie mogła zrobić czegoś głupiego.

Komentarze
Prześlij komentarz