,,Ławka" cz.8
Dwa tygodnie bez tego to chyba za długo, co?
Dziękuję za komentarz :) i mam nadzieję, że będzie ich więcej.
-To
nic takiego.- wydyszał. Ewidentnie unikał odpowiedzi.
Widziałam,
jak bardzo zwija się z bólu i podejrzewałam, że ktoś go pobił.
Szybko pobiegłam poszukać apteczki, aby opatrzyć mu rany na
twarzy.
-Jak
to nic takiego, przecież widzę jak wyglądasz.- zaczęłam
przemywać mu rany wodą utlenioną.
-Ktoś
cię pobił?- spróbowałam się czegoś od niego dowiedzieć.
-Nie.-
B-Bomb prawie na mnie krzyknął. Odwrócił wzrok w inną stronę.-
Wiesz co może źle zrobiłem przychodząc do ciebie.- powiedział
to chcąc wstać, ale ja mu nie pozwoliłam.
-Przestań
tak mówić. Już więcej nie zapytam o to co się stało,
obiecuję.- powiedziałam to byle tu został.
Opatrzyłam
mu rany, dałam rzeczy na przebranie i przygotowałam pościel, aby
mógł trochę odpocząć. Ja sama przez resztę nocy nie mogłam
zasnąć, myślałam nad tym, kto mógł mu to zrobić. Martwiłam
się o niego i o nich wszystkich.
Rano
jak tylko usłyszałam, że B-Bomb się budzi od razu zaczęłam
robić śniadanie dla niego, bo ja nie byłam głodna przez całą
tą sytuację.
W
ogóle nie wiem czy byłabym w stanie coś przełknąć.
-Powiesz
mi co się stało?- zapytałam go ostrożnie przy śniadaniu.
-Obiecałaś
wczoraj, że nie zapytasz.- powiedział spoglądając na mnie.
-Ale
spodziewałeś się, że i tak cię zapytam o to.
-Słuchaj,
jeżeli ci powiem to nie dasz mi spokoju.- zdziwiła mnie jego
odpowiedź. Niby co takiego się stało tej nocy.
-Dlaczego?
-Widzisz.-
B-Bomb wstał z krzesła i widać było, że jest trochę
zdenerwowany moimi pytaniami. Chciał wyjść stąd i to natychmiast.
Już prawie otwierał drzwi, ale ja mu na to nie pozwoliłam. Z
powrotem
zamknęłam
je i zakluczyłam.
-Powiesz
mi czy nie?- teraz to ja byłam na niego zła za to, że nie chciał
mi powiedzieć co się stało.
B-Bomb
był lekko zdziwiony moją siłą, bo zawsze byłam taką cichą
myszką, a teraz prawie na niego nakrzyczałam.
-Dobra,
ale wyluzuj trochę.- wreszcie się poddał.- Trochę cię okłamałem
mówiąc, że Block B to zespół, tak naprawdę całą siódemką
bierzemy udział w walkach ulicznych.- teraz to zupełnie szczęka mi
opadła. Jak mógł mnie tak okłamać, a ja głupia myślałam, że
na serio są zespołem.- Powiedziałem już za dużo, chłopacy będą
na mnie źli za to.- powiedział, a korzystając z mojej nieuwagi
otworzył drzwi i wyszedł zostawiając mnie samą.
Przez
kolejne dwa tygodnie prawie go nie widziałam.
Nie
dzwonił, nie przychodził do mnie, zresztą ja też nie chciałam go
teraz widzieć za to, że mnie tak okłamał. Ignorowałam go tak jak
on mnie. Byłam zła na nich wszystkich, że pozwolili na te
kłamstwa.
Myślałam,
że zapomnę o nich, ale nic z tego. Po upływie tych dwóch tygodni
sama w końcu do nich poszłam, bo chciałam coś wyjaśnić z
B-Bomb'em i prosić ich, aby więcej nie brali udziału w tych
walkach, przecież mogliby tam nawet zginąć.
Zapukałam
do drzwi ich domu.
-Hej
Krystal, wejdź proszę zaraz zawołam B-Bomb'a- przywitał mnie
JaeHyo z serdecznym uśmiechem, po czym poszedł na górę i
słyszałam jak krzyczy, wołając MinHyuka. Chwilę po tym po
schodach zszedł B-Bomb.
-Cześć.-
przywitał się ze mną oschle. Trochę mnie zabolało,
że
traktuje mnie w sposób, jakbym zrobiła mu największa krzywdę.
-Dobra
to może my was zostawimy.- rzekł Zico, patrząc na chłopaków i
chwile później byliśmy sami.
-Muszę
z tobą porozmawiać o ...- nie zdążyłam nic więcej powiedzieć,
bo
B-Bomb
chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów.
-Porozmawiamy
na górze, bo wiesz... ściany mają uszy.- powiedział, patrząc w
stronę salonu gdzie przed chwilą zniknęli chłopacy.
Weszliśmy
po schodach i zaleźliśmy się w jego pokoju.
-Słuchaj
przepraszam, że cię okłamałem, ale zrobiłem to dla twojego
dobra.- próbował się tłumaczyć.
-Standardowa
wymówka, nawet nie wysiliłeś się, aby wymyślić coś lepszego.-
odrzekłam z pogardą. Już chciał coś powiedzieć, ale ja mu
przerwałam.- Dobra, mniejsza z tym nie przyszłam tu po przeprosiny.
Chcę abyś obiecał mi, że więcej mnie tak nie okłamiesz i więcej
nie weźmiecie udziału w tym co mogło was prawie zabić.-
powiedziałam stanowczo,
patrząc
mu przy tym w oczy.
-Ale, przecież mnie nie
zabiło...
-Obiecasz?- nalegałam, nie
dając mu możliwości dojścia do głosu.
-Przysięgam, że ani ja, ani
żaden z nas nigdy więcej tego nie zrobi.- powiedział to z ręką
na sercu. Miałam nadzieje, że podejdzie to tej obietnicy poważnie.
-Nie chcę się o ciebie
martwic, rozumiesz. Nie chcę myśleć o tym czy żyjesz, czy twoje
martwe ciało leży gdzieś w rowie.- no pięknie, teraz pomyślałam
o najgorszej rzeczy jaka mogłaby się mu zdarzyć. Łzy napłynęły
mi do oczu.
-Hej,
nawet tak nie mów. Obiecuję i dotrzymam tej obietnicy.- odrzekł
chwytając moją twarz w dłonie i zmuszając mnie, abym popatrzyła
mu w oczy.-Obiecuję.-powiedział, p czym mnie przytulił.
Staliśmy
tak chyba dwie minuty zanim B-Bomb odsunął się ode mnie.
Zeszliśmy na dół, bo miałam jeszcze coś do powiedzenia reszcie.
-A
wy macie wybić mu z głowy to okłamywanie mnie i sami tego nie
róbcie.- oznajmiłam, wchodząc ich salonu i zasłaniając im
telewizor. Wstali z sofy na równe nogi. Próbowali udawać
niewiniątka. -Nie róbcie takich min jakbyście o niczym nie
wiedzieli.- tak jak wcześniej B-Bomb, tak teraz oni się poddali.
Chłopak
odprowadził mnie do drzwi.
-Nie
wierzę, że taka dziewczyna jak ty zrobiła z nich potulne psy.-
powiedział zatrzymując się przed wejściem.
-Po
prostu mam talent i tyle.- uśmiechnęłam się.- A i mam nadzieję,
że nie zapomnisz o obietnicy.
-Nie
pamiętasz, że obiecałem?- uśmiechnął się do mnie.
-Tak,
pamiętam.
-To
co, jutro się spotkamy?- zapytał, odprowadzając mnie do uliczki.
-Chętnie.-
odparłam z uśmiechem.
Kolejne
dwa miesiące naszej znajomości upłynęły bardzo
szybko.
W tym czasie przestałam chodzić na treningi, ponieważ Zhou Mi,
EunHyuk i KyuHyun działali mi już na nerwy swoimi przestrogami o
B-Bomb'ie.
-Proszę
cie, przestań się z nim spotykać.-błagał EunHyuk.
Zawsze
puszczałam ich uwagi na ten temat mimo uszu, ale ostatnimi czasy
coraz bardziej na mnie naciskali.
-Niby
dlaczego mam to zrobić?-zapytałam ze złością.
-To
nie jest najlepszy znajomy dla ciebie.-wyjaśnił Zhou Mi.
-To
co, zabronicie mi się z nim widywać, może od razu zamkniecie mnie
na klucz we własnym mieszkaniu, co?-powiedziałam, chowając buty i
butelkę z wodą do torby. Ze złością i irytacją słowami
chłopaków zapięłam zamek torby i przerzuciłam ją sobie przez
ramię.
-Słuchaj
to nie o to chodzi, po prostu martwimy się o ciebie.-próbowali
mnie zatrzymać, ale ja nie chciałam ich słuchać.
-Podziękuje
za taką troskę.-odpowiedziałam im z sarkazmem. Szłam w stronę
drzwi, aby jak najszybciej stąd wyjść.
-To,
że cię okłamał nie jest wystarczającym powodem, aby mu nie
ufać?-krzyknął za mną Kyu. Stanęłam przed drzwiami jak wryta.
Skąd on to wiedział, przecież nic im o tym nie mówiłam, no może
wymsknęło mi się, że B-Bomb został pobity, ale nie wspomniałam
o jego kłamstwie.
-A
skąd to wiesz?-zapytałam, odwracając się gwałtownie w ich
stronę.
-Przecież
mówiłaś, co nie?-zakłopotany Kyu szukał pomocy u chłopaków,
ale oni nie bardzo wiedzieli co zrobić.
Pokiwali
głowami, aby potwierdzić jego słowa, ale miny jakie mieli na
twarzach nie za bardzo mnie przekonały.
-Wcale,
że nie. Wspomniałam tylko, że został pobity.-popatrzyłam na nich
podejrzliwie. Odwracali wzrok w różne strony tak, aby nie spojrzeć
mi w oczy. Stałam tak przez dłuższą chwilę próbując dociec
jakim cudem dowiedzieli się, że B-Bomb mnie okłamał.-Nie chcę
was więcej wiedzieć.-krzyknęłam.-Nie dzwońcie do mnie i nie
zawracajcie mi głowy takimi sprawami jak ta.-w tym momencie
odwróciłam się i z impetem pchnęłam drzwi. Poszłam prosto na
pobliski przystanek autobusowy i wróciłam do mieszkania. Cały czas
zastanawiałam się kto im powiedział o tym. Nagle przypomniałam
sobie, że jedynymi osobami, które o tym wiedziały były Katy,
Marika i Miriam. Od razu zadzwoniłam do pierwszej z nich.
-Jak
mogłaś mu o tym powiedzieć!-krzyknęłam, gdy tylko usłyszałam
jej głos w telefonie.
-Co?
Dobra najpierw wyjaśnij mi o co ci chodzi.-powiedziała Katy lekko
zaspanym głosem.
-O
to, że powiedziałaś Zhou Mi, że B-Bomb mnie okłamał, a on
oczywiście powiedział to reszcie.-wyjaśniłam.
-O
czym ty pieprzysz, nic mu na ten temat nie powiedziałam. Poza tym
już od dłuższego czasu ze sobą nie rozmawialiśmy.-teraz to ona
krzyknęła na mnie.
-Jak
mogłaś!-powtórzyłam.
-Słuchaj
ja...-nie dałam jej dokończyć. Rozłączyłam się, bo nie
chciałam już więcej słuchać jak się tłumaczy. Dłonią otarłam
łzy spływające mi po policzkach.
Po
południu przypomniałam sobie, że miałam się spotkać z
B-Bomb'em,
więc
szybko założyłam buty, chwyciłam klucze od mieszkania i wrzuciłam
je razem z telefonem do torebki, którą założyłam na ramię.
Przez okno
sprawdziłam
jaka jest pogoda. Widząc chmury schowałam jeszcze kurtkę
przeciwdeszczową do torebki i wyszłam.
Idąc
przez park wyjęłam telefon i zadzwoniłam do B-Bomb'a. Nagle
niedaleko siebie usłyszałam dzwonek. Za dobrze go znałam, żeby
się pomylić.
Uśmiechnęłam
się i rozejrzałam dookoła, z myślą, że gdy się odwrócę
zobaczę B-Bomb'a. Co prawda zobaczyłam go, ale uśmiech szybko
zszedł mi z twarzy. Siedział na ławce za mną. Miał zwieszoną
głowę, więc myślałam, że zastanawia się nad czymś, lecz gdy
podniósł twarz zobaczyłam, że jest całą zakrwawiona. Siedział
na tej ławce oddychając ciężko. Telefon wypadł mi prawie z ręki,
ale w ostatniej chwili zdążyłam go chwycić. Podeszłam do ławki.
Nie bardzo mogłam uwierzyć w to co widzę.
-Przepraszam.-
szepnął B-Bomb spoglądając na mnie.

Komentarze
Prześlij komentarz