,,Ławka" cz.6




Przepraszam, że się trochę spóźniłam z tym postem, ale wczoraj nie miałam dostępu do komputera i dlatego dzisiaj uzupełniam braki :)




-Wiesz..... Ehm, teraz nie wiem co mam zrobić - zakłopotany B-Bomb potarł dłonią kark.- Czy mam cię pocieszać i mówić, że będzie dobrze, czy może raczej powiedzieć, że tak miało być?- podniosłam głowę z jego ramienia i popatrzyłam pytającym wzrokiem w jego stronę. B-Bomb chwilę patrzył mi w oczy, ale po chwili odwrócił wzrok.- Ale nie ważne jak bardzo będę się starał cię pocieszyć, ty i tak będziesz o tym pamiętać, więc chyba nie powinienem nic mówić.- zwrócił wzrok z powrotem w moją stronę, a ja wpatrywałam się w niego z osłupieniem. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że B-Bomb wciąż obejmuje mnie swoim ramieniem., cofną je dopiero, gdy zobaczył, że patrzę na jego rękę, która wylądowała w mojej tali.- W podobny sposób straciłem rodziców.- zaczął - Uciekający złodziej potrącił ich, bo nie chcieli zejść mu z drogi.- wpatrywałam się w niego z szeroko otwartymi oczami.- Ale już prawie o tym zapomniałem.- B-Bomb znowu patrzył w pustkę przed siebie.- Dobra, koniec gadania o dramatach, bo jeszcze bardziej cię zdołują.- powiedział i uśmiechnął się miło w moją stronę.

Zerknęłam za zegar. Upłynęły dwie godziny odkąd się poznaliśmy. B- Bomb sprawiał wrażenie fajnego chłopaka i może dobrego przyjaciela.

-Ale ten czas szybko leci. Rozmawiamy jak starzy przyjaciele, a dopiero znamy się od dwóch godzin.- powiedział B-Bomb wstając z sofy.- Spotkamy się jeszcze kiedyś ?- zapytał.

-Mam nadzieję.-odpowiedziałam mu z szczerym uśmiechem, bo rzeczywiście miałam ochotę się z nim jeszcze kiedyś spotkać. Już prawie byliśmy przy drzwiach, gdy nagle B-Bomb się odwrócił, tak że prawie na niego wpadłam.

-Dałabyś mi swój numer?- zapytał, podając mi swój telefon. Bez wahania zapisałam mu swój numer w jego telefonie.
-A, i nie płacz tyle, bo to nikomu nie pomoże.- powiedział stojąc w progu.-Naprawdę.- dodał jeszcze i wyszedł.
To co powiedział przed chwilą było trochę złośliwe, ale B-Bomb miał rację i musiałam mu to przyznać.

Tej nocy spałam spokojnie, co prawda wciąż śnił mi się Henry, ale nie budziłam się, bo wiedziałam, że to niczego nie zmieni. B-Bomb uświadomił mi, że płaczem nie przywrócę życia ani Henremu, ani naszemu dziecku,to już minęło, ale nigdy o nich nie zapomnę.

Wstałam wcześnie rano i zabrałam się za sprzątanie reszty rzeczy. Gdy weszłam do łazienki na pralce znalazłam koszulkę B-Bomb'a. Przypomniałam sobie, że miałam ją wyprać, a więc szybko się za to zabrałam. Pierwszy raz od śmierci Henrego moje mieszkanie było tak wysprzątane. Część pudeł z rzeczami Henrego oddałam jego rodzicom, tylko kilka wstawiłam z powrotem do szafy, a ubranka dla dziecka podarowałam mojej sąsiadce, która niedawno urodziła swoje drugie dziecko.

Porządki skończyłam dopiero około godziny 16:00, wtedy też usłyszałam dzwonek do drzwi.

Gdy je otworzyłam zobaczyłam B-Bomb'a.

-Cześć, co ty tu robisz?- trochę byłam zdziwiona jego odwiedzinami.

-Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz, a poza tym muszę oddać tobie koszulkę, którą mi wczoraj pożyczyłaś.- powiedział, podając mi torebkę z koszulką Henrego. Była starannie złożona i wydaje mi się, że nawet wyprasowana.

-Wejdź, zaraz znajdę twoją.- powiedziałam po czym zniknęłam w drzwiach łazienki. Sprawdziłam czy jego koszulka już wyschła, ale niestety nadal była mokra.

- Chcesz coś do picia?- zapytałam wychylając głowę zza drzwi łazienki.

-Nie, dzięki, a poza tym to zaraz wychodzimy.- wyszłam z łazienki i spojrzałam na B-Bomb'a pytającym wzrokiem.- Chciałbym zobaczyć gdzie pracujesz, a potem pokazać ci niespodziankę.- jeszcze bardziej otworzyłam oczy ze zdziwienia.

-Ale...- nie zdążyłam skończyć, bo B-Bomb chwycił mnie za rękę i pociągną w stronę drzwi, udało mi się chwycić kluczyki od mieszkania i cukierni oraz telefon. B-Bomb zamknął za mnie mieszkanie, bo stwierdził, że ja robię to za wolno.

Mój lokal znajdował się niedaleko ulicy, na której mieszkam więc szybko dotarliśmy na miejsce.

-Dawno tu nie byłam.- powiedziałam stojąc przed drzwiami cukierni i wpatrując się w szyld nad nimi.

-To co otworzysz, czy będziemy stać przed drzwiami jak idioci?- B-Bomb stał obok mnie z rękami w kieszeniach czarnych spodni. Spojrzałam na niego gniewnym wzrokiem za to, że mnie pospiesza. Wzięłam klucze od niego i otworzyłam drzwi do cukierni.

Wszystko było tak jak to zostawiłam. Tak samo ustawione krzesła i stoły, poza tym, że była na nich gruba warstwa kurzu, to nic się nie zmieniło.

-Nie sądzisz, ze trzeba tu trochę posprzątać?- zapytał B-Bomb wyrywając mnie z zamyślenia.

-Chyba tak, ale teraz nie mam na to ochoty.- stwierdziłam.

Było tego trochę za dużo jak dla mnie. Bez Henrego nie chciało mi się prowadzić tej cukierni.

-To zaraz ją będziesz miała.- B-Bomb przerzucił mnie przez swoje ramię i zaniósł do kuchni.







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)