,,Ławka " cz.1

 




Siedziałam na ławce w środku parku. Był zimny styczeń, więc w rękach trzymałam kawę, przy okazji ogrzewając je. Chciałam wstać z niej, ale zamiast tego wpadłam na jakiegoś chłopaka rozlewając na niego całą swoją kawę.

-Omo, przepraszam cię. J-ja nie chciałam.-zaczęłam się tłumaczyć.

-Nie masz za co przepraszać, to ja się zagapiłem.- myślałam, że zacznie na mnie krzyczeć, ale tego nie zrobił. Rozmawiał ze mną spokojnym głosem. Podniosłam głowę i przyjrzałam mu się uważniej. Miał kręcone, blond włosy, piękne, ciemnobrązowe oczy, różowe usta i mleczną cerę. Powiedziałabym nawet, że przystojny. Ubrany był w skórzaną, czarną kurtkę, ciemne jeansy i białą koszulkę, która była cała oblana moją kawą.

-Jest za co, przecież ubrudziłam cię kawą. Szkoda twojej koszulki.- wyciągnęłam chusteczki z kieszeni płaszcza i podałam kilka chłopakowi. Byłam trochę zestresowana, bo to mój pierwszy tydzień w Seulu, a już taka wpadka. Byłam koreanką, więc nie miałam problemu z językiem, gdyż przeprowadziłam się do Polski, gdy miałam trzy lata, a teraz wróciłam do kraju, w którym się urodziłam. Mama pozwoliła mi tu przyjechać pod warunkiem, że skończę szkołę i znajdę sobie pracę, aby płacić za mieszkanie, które dostałam w spadku po cioci. Mieszkanie nie było małe, a poza tym mieściło się w dzielnicy Gangnam-gu, jednej z najpopularniejszych dzielnic w Seulu.

-Szkoda twojej kawy, a tak w ogóle jestem Henry, a ty?- jego aksamitny głos wyrwał mnie z zamyślenia.

-Mam na imię Krystal. W ramach przeprosin zapraszam cię do mnie na herbatę i przy okazji upiorę ci koszulkę.- zaproponowałam.

Henry przystał na moją propozycję i 2 minuty później byliśmy już w drodze do mojego mieszkania. Przez całą drogę rozmawialiśmy po prostu o wszystkim. Henry powiedział mi, że kiedyś chciałby otworzyć swoją własną cukiernię. Bardzo lubiłam piec, ale raczej było to dla mnie hobby. Fajnie się nam rozmawiało. Mieszkałam niedaleko parku, dlatego po 10 minutach byliśmy na miejscu.

-Ładne mieszkanie.- powiedział Henry, gdy wszedł do salonu.

-Dzięki. Moja ciocia sama je urządziła.- powiedziałam.- Usiądź sobie, a ja zobaczę czy mam coś w co mógłbyś się przebrać.- na chwilę zniknęłam w sypialni. Przeszukałam całą szafę i znalazłam starą koszulkę mojego brata. Chwyciłam ją i zniosłam Henremu.

-Kto to?- zapytał, wskazując jedno ze zdjęć, które stało na półce.

-A, to moja klasa. Trzymaliśmy się razem od przedszkola do ostatniej klasy gimnazjum. Według mnie trafiłam na najlepszych ludzi na jakich mogłam trafić.- powiedziałam.

Przypomniałam sobie ile wspaniałych chwil razem spędziliśmy. Po kolei przedstawiłam Henremu każdego z mojej klasy. Był zachwycony opowieściami, o tym jaką zgraną klasą byliśmy.

Tego popołudnia śmialiśmy się, żartowaliśmy, opowiadaliśmy różne historie z naszego życia, nawet obejrzeliśmy razem film.

Przyszedł wieczór i zaczęłam robić kolację dla naszej dwójki, gdy nagle w kuchni pojawił się Henry.

-Co tu robisz?- spojrzał mi przez ramię.

-Kolację, a teraz nie strasz mnie i poczekaj chwilę.- wyprowadziłam go z kuchni i usadziłam na sofie, bo nie lubiłam gdy ktoś patrzył mi na ręce podczas gotowania. Zrobiłam jajecznicę, ponieważ była najprostsza do wykonania, a ja byłam za bardzo zmęczona, aby robić coś

skomplikowanego. Usiadłam na sofie i podałam talerz z kolacją, Henremu.

-Jaki zwariowany dzień, co nie?- zapytałam go, odnosząc nasze talerze po kolacji do kuchni.

-Trochę, ale może dobrze, że wylałaś na mnie swoją kawę, bo bez tego nie poznalibyśmy się i nie spędzilibyśmy tak tego dnia.- powiedział.

Siedzieliśmy tak jeszcze przez pół godziny.

-Chyba powinienem wracać, bo chłopacy będą się o mnie martwić.- opowiadał mi, że mieszka ze swoimi kumplami, EunHyukiem, KyuHyunem i Zhou Mi. Wstał z sofy i poszedł się ubrać.

-Mam nadzieję, że jutro też się spotkamy.- zwrócił wzrok w moją stronę.

-Nie mam na jutro żadnych planów, więc chętnie.- odpowiedziałam z uśmiechem.

-To jesteśmy umówieni.- powiedział i wyszedł, nawet nie zdążyłam się go zapytać o której godzinie i gdzie mamy się spotkać.

Przez cały kolejny miesiąc chodziliśmy razem na lunch, a potem do kina, czy na spacer do parku, albo po prostu zostawaliśmy u mnie i rozmawialiśmy.

W ostatnią sobotę lutego cały czas czekałam na Henrego, aż wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi.

Otworzyłam je i zobaczyłam uśmiechniętą twarz chłopaka.

-Ubieraj się w sportowe ciuchy.- powiedział, wchodząc do mieszkania.

-Ale po co? Gdzie jedziemy?- zapytałam z ciekawością.

-Dowiesz się na miejscu.- odpowiedział z zadziornym uśmiechem.

Szybko poszłam się przebrać. Założyłam dresowe spodnie do

kolan i białą bluzkę, a moje długie, czerwone włosy spięłam w kucyk. Parę minut później byliśmy już w drodze. Henry zawiązał mi oczy opaską, żeby mnie tak nie ciekawiło dokąd jedziemy, ale cały czas moje ręce chciały zerwać ją z oczu. Gdy dojechaliśmy okazało się, że ta niespodzianka to mecz piłki siatkowej z kumplami Henrego.

-Słyszałem, że byłaś jedną z najlepszych siatkarek w klasie i lubiłaś grać, więc postanowiłem przypomnieć ci dawne czasy.- powiedział Henry.

-A skąd to wiesz, przecież nic ci o tym nie mówiłam?- ciekawiło mnie gdzie zdobył takie informacje na mój temat.

-Zaraz się wszystkiego dowiesz, a teraz już chodź.- chwycił mnie za rękę i pociągnął w kierunku hali sportowej.

Po kolei przywitałam się z chłopakami, a oni odpowiadali mi z uśmiechem.

-A teraz odpowiesz mi na pytanie skąd masz takie informacje.- zwróciłam wzrok w stronę Henrego, bo sam mi to obiecał.

-Dobrze. Znalazłem numer do jednej z twoich przyjaciółek z klasy i poprosiłem ją, aby mi trochę opowiedziała o tobie.- wyjaśnił.

Już miałam mu coś powiedzieć o tym, że ludzi się nie szpieguje, gdy nagle poczułam silny uścisk. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechnięte twarze moich przyjaciółek ze szkoły.

-Jak wy się tu znalazłyście?- zapytałam, przytulając każdą z nich po kolei.

-Henry zadzwonił do nas i powiedział, żebyśmy przyjechały, bo chce zrobić tobie niespodziankę, więc jesteśmy.- powiedziała Marika.

-Miała być też Wera...- zaczęła Katy.

-Ale nie dała rady dojechać, bo wiesz szkoła tańca i praca.- dokończyła za nią Miriam.

Chłopacy trochę się niecierpliwili, bo rozgadałyśmy się i przez około 20 minut nawijałyśmy po polsku.

W końcu po długiej rozmowie zaczęliśmy grać. Drużyna dziewczyn kontra drużyna chłopaków i postanowiliśmy, że przegrana drużyna stawia kolację.

Po długim i bardzo wyczerpującym meczu wygrałyśmy i chłopacy musieli kupić nam na kolację to co sobie zażyczyłyśmy.

Henry sprawił mi ogromną niespodziankę tym, że sprowadził moje przyjaciółki do Korei, szkoda tylko, że Weronika nie przyjechała, cieszyłam się jej sukcesem, ale chciałabym, żeby była tutaj ze mną.

Marika, Miriam i Katy przyjechały tylko na tydzień więc

wykorzystywałyśmy każdy dzień od rana do wieczora. Chłopacy stale narzekali, że cały czas rozmawiamy po polsku przez co oni nie rozumieją, ale nas to nie obchodziło. Przynajmniej nie chciało nam się chodzić na shopping, więc z tego byli zadowoleni. My wolałyśmy chodzić do kina, na lody czy grać z nimi w siatkówkę niż przebierać w ciuchach.

Trzy razy w tym tygodniu grałyśmy z nimi w siatkę i te trzy razy chłopacy musieli stawiać nam kolację. Pod koniec tygodnia postanowiłyśmy zrobić coś dla nich, bo zrobiło się nam ich żal. Powiedziałyśmy im, aby wieczorem przyszli do mnie, bo mamy dla nich niespodziankę.

....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)