,,Ławka " cz. 3

 


-Cztery miesiące temu to chyba daliście nam wygrać te trzy mecze?.- zapytałam ich. Coś nie chciało mi się wierzyć, że przez tak krótki czas jakim były cztery miesiące tak się poprawili w graniu, a szczególnie, że wtedy prawie nie umieli grać.

Cała czwórka popatrzyła na siebie i równocześnie się zaśmiali.

-Henry powiedz jej w końcu, bo i tak prędzej czy później się dowie.- powiedział EunHyuk, uśmiechając się do Henrego.

-Może trochę.- powiedział, podchodząc do mnie. Na jego odpowiedź przewróciłam tylko oczami, bo przez cały tamten tydzień wiedziałam, że nie dają z siebie wszystkiego, w przeciwnym razie to my byśmy musiały im kupować kolację.

-Ale dlaczego?- zapytałam, bo ciekawił mnie powód, dla którego to robili.

-Nie chcieliśmy was naciągać na kasę.- odpowiedział Henry.

-A teraz jak jestem sama to niby możecie, co?

Wszyscy czterej się zaśmiali. Potem i tak graliśmy dalej, ale tym razem to ja wygrałam pomimo że chłopacy zaczęli się starać. I tak co tydzień chodziłam z nimi na kolację albo obiad, zależy o której godzinie mieliśmy trening.

Po takich zajęciach zazwyczaj nie miałam siły, ale Henry zawsze umiał mnie namówić na spacer po parku.

-Zhou Mi cały czas wypytuje mnie o Katy. Słuchaj wiesz może o co mu chodzi?- zapytał Henry.

-Zakochał się i tyle, zabronisz mu?- powiedziałam, siadając na naszej ławce.

-Nie, ale z tymi pytaniami to raczej nie do mnie, dlatego powiedziałem mu, żeby się ciebie zapytał.

-To nie może jej zadać tych pytań tylko musi mieć pośredników, przecież wymieniali się numerami.- spojrzałam pytająco na Henrego.

-Niby tak, ale powiedział, że się trochę wstydzi.- wyjaśnił.

-On?- powiedziałam z niedowierzaniem.- A te cztery miesiące temu to spokojnie sobie z nią rozmawiał, a teraz się wstydzi.

-Dobra zostawmy ten temat.- powiedział Henry, wstając z ławki.- Idziemy gdzieś jeszcze?

-Nie chce mi się.- oznajmiłam, pokazując mu, że jestem bardzo zmęczona, ale Henry nie zwrócił na to uwagi. Chwycił mnie za rękę, zmuszając do dalszego spaceru.

Nie minęło dobre 5 minut spacery, a Henry już się zatrzymał.

-To było by odpowiednie miejsce.- powiedział, patrząc na lokal po drugiej stronie ulicy z wywieszonym napisem ,,Do Wynajęcia” w oknie.

-Ale na co?

-Nie pamiętasz jak mówiłem tobie, że chcę mieć własną

cukiernię?- zapytał. Po kilku chwilach przypomniałam sobie, że gdy się poznaliśmy wspominał coś o tym.

-Jak teraz mi przypomniałeś to pamiętam.

-Choć zobaczymy czy wciąż można go wynająć.- powiedział, chwytając mnie znowu za rękę.

-Wiesz co, ja chyba zostanę na zewnątrz, a ty idź.- powiedziałam, bo nie miałam ochoty patrzeć jak Henry z właścicielem lokalu prowadzą licytacje na temat czynszu.

-Jak chcesz.- wzruszył tylko ramionami i wszedł do środka. Czekałam na zewnątrz około 20 minut zanim Henry wrócił.

Wyszedł do mnie niespecjalnie zadowolony. Katem oka zauważyłam, że napis w okonie zniknął.

-Nie martw się, może zajdziesz jeszcze lepszy.- spróbowałam go pocieszyć, patrząc na jego smutną twarz.

-Nie znajdę.- powiedział, podnosząc na mnie swój smutny wzrok.- Bo ten jest mój.- dokończył i mnie przytulił, ale zaraz postawił z powrotem na ziemię, bo zrobiło się trochę niezręcznie pomiędzy nami.

Przez kolejny miesiąc po treningach całą piątką chodziliśmy urządzać cukiernię. Chłopacy bardzo szybko przekonali mnie, abym pracowała w niej z Henrym, przynajmniej moja mama nie narzekała, że nie mam pracy.

Pracowanie w cukierni pomogło mi odkryć talent do różnego rodzaju wypieków. Wszyscy goście, a mieliśmy ich trochę, chwalili mnie i Henrego za tak pyszne słodkości. Lokal szybko zyskał popularność, jak tylko zaczęliśmy dużo zarabiać, z płaceniem rachunków i opłaceniem czynszu nie było problemów.

Fajnie było tak razem pracować, przynajmniej jeszcze lepiej się poznaliśmy.

-Cieszysz się, że spełniłeś swoje marzenie?- zapytałam go kiedyś, gdy sprzątaliśmy cukiernię chwilę przed zamknięciem.

-Oczywiście, że się cieszę.- odpowiedział tak, jakbym

zadała jakieś głupie pytanie. Spuściłam wzrok i

spróbowałam skupić się na zmywaniu stolika, gdy nagle obok mnie pojawił się Henry.-Ale jeszcze bardziej się cieszę, dlatego, że ty jesteś tu ze mną.- dokończył. Poczułam, że moje policzki zaczynają się robić czerwone. Chciałam już coś powiedzieć, gdy nagle Henry obrócił mnie w swoją stronę i pocałował. Na początku byłam trochę przestraszona, ale otoczyłam go ramionami i odwzajemniłam jego pocałunek. Po kilku sekundach odsunęliśmy się od siebie, mogłabym się założyć, że w tej chwili miałam wielkie rumieńce na twarzy.

-Zamykamy?- zapytał.

-Właściwie to wszystko już jest posprzątane.- rozejrzałam się dookoła.- Więc dlaczego nie.-uśmiechnęłam się do niego. Henry szybko zamknął cukiernię i jeszcze szybciej byliśmy w moim mieszkaniu, ponieważ zerwała się straszna ulewa.

Cali przemoczeni od deszczu i mocno zmęczeni biegiem wpadliśmy z impetem do środka.

-Wiesz teraz już nie mam dla ciebie ubrań na przebranie.- powiedziałam do Henrego.

-To może zostanę na trochę dłużej i poczekam, aż moje się wysuszą?- zapytał, obdarowując mnie namiętnym pocałunkiem.

-To chyba najlepsze wyjście.- uśmiechnęłam się do niego.

Ten dzień wywrócił moje życie o 180 stopni. Od tamtego czasu zostaliśmy parą.

Henry całkowicie zawrócił mi w głowie, byłam zakochana w nim po uszy. Dziewczyny gdy się o tym dowiedziały dzwoniły do mnie ze słowami ,,A nie mówiłam?”.

Teraz śmiałam się z siebie, gdy mówiłam, że Henry jest tylko moim przyjacielem.
Mijały dni, tygodnie i miesiące, a my dalej byliśmy w sobie zakochani. Zdecydowaliśmy się na kolejny krok. Po tym nasz związek miał już nie być taki sam jak był do tej pory. Mieliśmy stać się parą już w pełni. Czułam się wtedy wspaniale, najlepsze chwile w moim życiu.
Po trzech dniach źle się poczułam, miałam mdłości i zawroty głowy. Uznałam to za niestrawność po odgrzewanej pizzy, ale obawiałam się, że to może być to o czym myślałam. Poszłam do apteki i kupiłam test ciążowy. Głupio się czułam stojąc przy kasie, siedemnastolatka w ciąży, nawet kasjerka się mi przyglądała z lekkim zdziwieniem. Trochę nie wierzyłam w to, że już za pierwszym razem mogliśmy wpaść, ale za bardzo bałam się wyniku, ponieważ Henry mógł tego nie zaakceptować, dlatego go nie sprawdziłam.
Siedziałam na sofie przez dobre trzy godziny dopóki nie wrócił z pracy. Tego dnia pracował sam w cukierni, bo przez to,że się źle poczułam kazał mi zostać w domu.

Gdy usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, wstałam z sofy i stanęłam przed nim.

-Co się stało?- zapytał z troską i chwycił mnie za ręce, upuszczając przy tym swoją torbę na podłogę.

Podałam mu test i spuściłam wzrok. Nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy.

-Nie sprawdziłam go, bo się boje.- Henry był trochę zdezorientowany. Spojrzał na mnie, a potem sprawdził wynik i po prostu wyszedł.

Właśnie tego się obawiałam, że wyjdzie bez słowa i już nie wróci, a ja nie zniosłabym tego. Życie bez niego straciłoby dla mnie cały sens.

Zawróciłam w stronę sofy zrezygnowana, gdy nagle poczułam, że obejmują mnie jego silne ramiona.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)