,,Ławka " cz.2
Każda
z nas ugotowała to co potrafi najlepiej, dlatego cały dzień
spędziłyśmy w kuchni.
-Pasujecie
do siebie.- powiedziała Katy, odrywając mnie od krojenia ogórków
na sałatkę.
-Że
niby kto?- zapytałam, podnosząc na nią wzrok.
-Że
niby ty i Henry.- wyjaśniła Marika.
-Nie
sądzę.- sprostowałam. Lubiłam go, ale jako przyjaciela i nic
więcej do niego nie czułam. Przynajmniej tak mi się zdawało.
-Nie
udawaj, przecież widziałam jak na ciebie patrzy, na pewno nie
jesteś mu obojętna.- powiedziała Miriam, odrywając wzrok od
krojenia cebuli i przenosząc go na mnie.
-Dobra,
skończcie temat, bo jeżeli wam powiem cokolwiek, to znowu będziecie
mnie wypytywać tak jak w szkole.- odpowiedziałam.
-A
my w szkole cię o coś wypytywałyśmy?- zdziwiła się Kety.
Spojrzałam na nią z miną w stylu ,,Żartujesz sobie ze mnie".
-No
co?
Popatrzyłyśmy
się na siebie i wszystkie równocześnie wybuchnęłyśmy głośnym
śmiechem. Chłopacy przyszli punktualnie o 18:00.
-Jak
tu pięknie pachnie.- powiedział zachwycony KyuHyun, wchodząc do
mieszkania. Reszta chłopaków zgodziła się z nim. Wszyscy czworo
nie mogli się doczekać kolacji i cały czas kręcili się w kuchni,
rzucając nam uwagi, aż w końcu się zdenerwowałyśmy i
wyrzuciłyśmy ich z kuchni. Gdy któryś z nich starał się wstać
z sofy, my od razu rzucałyśmy mu spojrzenie ,,Nie radzę ci tego
robić". Najczęściej obrywał KyuHyun, bo cały czas
zachowywał się jak przedszkolak.
Po
długich próbach dokończenia kolacji w końcu się udało i
mogliśmy zacząć jeść.
Przy
posiłku nie obyło się bez ciągłych żartów i śmiechu.
Po
kolacji nauczyłyśmy chłopaków kilku podstawowych zwrotów po
polsku, a oni zaczęli je powtarzać, kalecząc przy tym nasz język.
Ta nasza kolacja przedłużyła się do północy, bo urządziliśmy
sobie małą imprezkę pożegnalną dla dziewczyn.
-Widziałam,
że wczoraj bardzo dobrze rozmawiało ci się z Zhou Mi, a zresztą
nie tylko wczoraj.- powiedziałam do Katy.- Czy ty się w nim czasem
nie ...- nie dała mi dokończyć.
-Nie.-
to była krótka i stanowcza odpowiedź, ale zauważyłam na jej
policzkach lekkie rumieńce. Czyli miałam rację, to nie ja z Henrym
pasowaliśmy do siebie, tylko Katy i Zhou Mi, mówiła mi, że się w
nikim nie zakocha, a tu proszę.
Tylko
my dwie byłyśmy na nogach, bo reszta była tak zmęczona wczorajszą
imprezą, że wszyscy jeszcze spali.
Sprzątnęłyśmy
wszystkie naczynia ze stołu i włożyłyśmy je do zmywarki, a
godzinę później nasze księżniczki raczyły się w końcu
obudzić.
Dziewczyny
musiały jeszcze spakować swoje rzeczy, dlatego Zhou Mi odwiózł je
do hotelu, a reszta chłopaków została ze mną, aby posprzątać,
to czego ja z Katy nie dałyśmy rady zrobić.
Po
południu całą ósemką poszliśmy na nasz ostatni wspólny lunch,
ponieważ dziewczyny miały niedługo samolot powrotny do Polski.
Później pojechaliśmy na lotnisko, aby się z nimi pożegnać.
-Szkoda,
że nie możecie zostać dłużej, tak bardzo za wami będę
tęsknić.-powiedziałam, przytulając każdą z nich na pożegnanie.
-Wpadnij
kiedyś do Polski, no i może ich też zabierz ze sobą.-
powiedziała Miriam, spoglądając na czwórkę stojącą za nami.
Potem dziewczyny zaczęły się żegnać z chłopakami. Miriam
powiedziała coś Henremu na ucho, ale nie usłyszałam dobrze, a
byłam prawie pewna, że wypowiedziała moje imię. Natomiast Zhou Mi
zabrał Katy na bok i zaczął z nią o czymś rozmawiać. Widziałam
jak wymieniają się numerami, a Katy uśmiecha się, gdy Zhou Mi
szepcze jej coś do ucha. Zresztą nie tylko ja to zauważyłam.
Wszyscy wpatrywaliśmy się w nich.
Gdy
wszyscy się z nimi pożegnaliśmy, dziewczyny weszły do samolotu, a
ja od razu za nimi zatęskniłam.
-Teraz
będziesz na mnie zła za to, że nie przyjechały na dłużej, co?-
zapytał Henry, obejmując mnie czule ramieniem. Miał trochę racji,
ale nawet gdyby przyjechały na miesiąc to i tak później trzeba by
było się rozstać.
-Trochę.-
uśmiechnęłam się do niego.
Gdy
samolot wzbił się w powietrze, my wyjeżdżaliśmy z lotniska.
EunHyuk,
Zhou Mi i KyuHyun wrócili do domu, a mnie Henry odwiózł do
mieszkania.
Otworzyłam
drzwi i weszliśmy do środka.
-Chcesz
coś do picia?- zapytałam.
-Nie,
dzięki. Zaraz wracam do chłopaków, bo mamy kilka spraw do
omówienia.- powiedział.
-Dziękuje
ci za ten tydzień.- podeszłam do niego i mocno przytuliłam, po
chwili Henry odwzajemnił mój uścisk.
-To
ja tobie dziękuje za ten miło spędzony czas i za ten twój piękny
uśmiech.- teraz poczułam, że moje policzki robią się czerwone, a
zarzekałam się przed dziewczynami, że nic do niego nie czuje, ale
teraz to się chyba zmieniło.
Nie
spodziewałam się, że tak szybko mogłabym się zakochać.
Henry
odsunął się ode mnie, pożegnał i wyszedł.
Ten
tydzień był dla mnie najwspanialszym tygodniem od czasu
przyjazdu do Korei.
Przez
kolejne cztery miesiące regularnie chodziliśmy na wspólne
treningi, ale za każdym razem to ja musiałam im stawiać kolację.
Komentarze
Prześlij komentarz