Kochasz mnie, prawda? #4 Playback



Nana stanęła wyprostowana przed lustrem w ogromnej łazience, wyglądała okropnie. Zmęczenie w szklistych oczach, fioletowe cienie pod nimi, włosy w nieładzie. I do tego tępy ból głowy, który nie dawał zapomnieć ile alkoholu wypiła poprzedniego dnia. Czuła się równie fatalnie jak wyglądała. Weszła pod prysznic i włączyła zimną wodę, żeby trochę ochłonąć i się odświeżyć.
Po tym jak Haejin zostawił ją w nocy samą na środku ulicy poszła do najbliższego klubu jaki udało jej się znaleźć. Na początku zamówiła parę kieliszków wódki, później jednak poprosiła o najmocniejszy drink jak mieli. I wypiła ich cztery. Teraz tego żałowała. Nie pamiętała momentu powrotu do domu, więc wiedziała, że nie zrobiła tego po cichu. Na jej szczęście rodziców nie było w domu.
Wyłączyła wodę i ostrożnie stanęła na zimnych kafelkach łazienki. Owinęła się białym ręcznikiem i wróciła do swojego pokoju. Wyglądała już trochę lepiej niż chwilę po obudzeniu się. 

Nadal nie mogła zrozumieć czego jej brakuje, a co ma Boram. Co tak bardzo lubi w niej Haejin, że gdy jest u nich w domu nie spojrzy nawet na JinAh.
Tymczasem młodsza z sióstr leniwie otworzyła oczy, przeciągnęła się i uśmiechnęła, gdy zobaczyła, że dostała wiadomość od Vernona.
  Od: Vernon
        Jak się spało?
W nocy świetnie się bawili u Rocky'ego. Tańczyli, śpiewali i leżeli na kocach pod gołym niebem wpatrując się w gwiazdy. Boram do domu wróciła przed czwartą nad ranem odprowadzona przez Vernona, Lizzy i Venus, ponieważ bliźniaczki i JB postanowili zostać u Rocky'ego. Pamiętała jak Vernon dał jej szybkiego całusa na pożegnanie. Nie była pewna co czuła do tego chłopaka. Kiedy ją pocałował jej serce znacznie przyspieszyło, jednak to nie było to samo uczucie, gdy Haejin się do niej zbliżył zdejmując jej kurtkę z wieszaka. 
-Boram! Zejdź na dół!-usłyszała wołanie swojej mamy, która prawdopodobnie właśnie wróciła z ojcem z wyjazdu w sprawie interesów.-JinAh, też było by miło, gdybyś się tu zjawiła. 
Dziewczyna szybko wstała i zapominając odpowiedzieć Vernonowi na wiadomość, zeszła na dół. Przecierając oczy usiadła na wysokim stołku przy kuchennym blacie. Nana kręciła się w pobliżu ekspresu robiąc sobie kawę z włosami zawiniętymi w biały ręcznik. Mama Boram siedziała z łokciami opartymi o blat i kończyła pić zieloną herbatę ze swojego ulubionego kubka.
-Wyjeżdżamy na parę dni do domku twojej ciotki nad jeziorem.-powiedziała do swojej rodzonej córki.-Właściwie to wy jedziecie, więc lepiej byłoby, gdybyście zaczęły się pakować.-dodała zwracając się już do obu dziewczyn, po czym wyszła z kuchni.
Nana odwróciła się w stronę Boram trzymając filiżankę z czarną cieczą w rękach. Wydawać by się mogło, że zastanawia się nad czymś uporczywie wpatrując się w siostrę.
-Skoro mamy jechać we dwójkę to chyba mogę kogoś zaprosić, co nie?-odezwała się po chwili. Pytanie bardziej skierowała do siebie, niż jakiejś innej, konkretnej osoby. Boram nie musiała długo myśleć, by zgadnąć, kogo Nana zaprosi na wypad nad jezioro. Oczywiset było, że zaraz wyciągnie telefon i zadzwoni do Haejina. Dziewczyna wystarczająco widziała jak JinAh się na niego patrzy, jak jest zazdrosna, gdy mężczyzna poświęca więcej uwagi jej młodszej siostrze. Rozumiała, że cała ta opieka ma na celu zbliżyć nie ją, a jej starszą siostrę i Haejina. Jednak Boram była teraz z Vernonem, więc jak najszybciej chciała zapomnieć o znajomym Nany, który nie tak dawno stając blisko niej sprawiał, że jej serce wpada w palpitacje. Pomyślała teraz, że skoro jej siostra kogoś zaprasza, to ona też powinna. Wracając do pokoju chwyciła telefon i powiadomiła swoich przyjaciół o wyjeździe. 

  Do: Vernon, Lizzy, Venus, Rocky, JB, Dani, Hani
        Pakujcie się, szykuje się wypad z miasta (niestety Nana też będzie).
Podekscytowana Boram wcisnęła telefon do tylnej kieszeni spodni i zaczęła przygotowywać najważniejsze rzeczy. Przechodząc obok lustra przypomniało jej się, że nie odwiedziła jeszcze łazienki, każdy jej włos sterczał w inną stronę, nie wspominając już o grzywce. Szybko pobiegła załatwić poranną toaletę i wróciła do pokoju, aby dokończyć pakowanie. 
Po chwili poczuła jak jej kieszeń zaczyna wibrować, a potem wydobywa się z niej piosenka Playback zespołu o tej samej nazwie. Pierwszy zadzwonił Rocky, on nie musiał pytać się o pozwolenie swoich rodziców. 
-Pierwsza sprawa, kto ma prowadzić?-zapytał, choć zawsze znał odpowiedź na coś tak oczywistego. W końcu był najstarszy z nich wszystkich. 
-Jeżeli pojedziesz, to jasne, że ty. Jednak jeśli nie, to musimy coś wykombinować.-skwitowała dziewczyna. Zapadła cisza. Rocky wyraźnie się z nią droczył, nie ważne ile by myślał i tak zawsze się zgadzał. 
-O której mam przyjechać?-zapytał udając obojętność wobec sprawy wyjazdu. 
-Poczekaj chwilę, muszę się zapytać.-dziewczyna dopiero zorientowała się, że nie wie nic o wyjeździe, oprócz tego, że ich celem jest dom nad jeziorem jej ciotki. Zeszła szybko na dół, aby zapytać mamę, kiedy mają wyjeżdżać. 
-Za dwie godziny.-odpowiedziała szybko kobieta, po czym wróciła do czytania książki w swojej biblioteczce. 
Boram powtórzyła wszystko Rocky'emu i się rozłączyła, gdy kolejne osoby domagały się rozmowy z nią. 
Na szczęście żaden rodzic nie zakazał swojemu dziecku jechać i przyjaciele mogli razem spędzić przyszły tydzień w domu nad jeziorem należącym do ciotki Boram. Musieli wyjechać z koreańskiego Busan gdzieś w okolice Yongsan. Półtorej godziny po rozłączeniu się z Lizzy wszyscy czekali na Boram przed jej domem. Nany nigdzie nie było, tak jak jej samochodu i bagaży, które uszykowała. 
-JinAh chyba pojechała wcześniej.-powiedziała wychodząc do przyjaciół. Wszyscy mieli przy sobie po jednej torbie sportowej lub małej walizce, ponieważ wiedzieli, że bagażnik minivana Rocky'ego nie grzeszy wielkością. Przynajmniej wtedy nie było problemów z miejscami siedzącymi. Spakować to co najważniejsze i poświęcić zbyteczne rzeczy lub umiejętnie wykorzystać miejsce w walizce i torbie na rzecz większej przestrzeni w samochodzie i wygody. 
Rocky prowadził, JB siedział obok niego razem z Venus, Lizzy i bliźniaczki za nimi, a Boram z Vernonem na tyłach mając jeszcze jedno wolne miejsce. Z radia leciała głośna muzyka, a przez otwarte okna wpadała woń niedawno padającego deszczu. Śpiewali, wygłupiali się, robili sobie i widokom za oknami zdjęcia dopóki nie dojechali na miejsce. Słońce właśnie górowało na niebie, więc było niemiłosiernie gorąco. Boram dobrze pamiętała jak w dzieciństwie przyjeżdżała tu z mamą, jak się prawie zgubiła i ciotka postanowiła ogrodzić te 10 hektarów terenu. Połowę działki zajmował las, w którym stał ogromny dom letniskowy, a drugą jezioro z krystalicznie czystą wodą, taką samą, jak u Rocky'ego. 
Chłopak zatrzymał samochód obok domu w cieniu drzew. Bliźniaczki jako pierwsze wyskoczyły z pojazdu wdychając orzeźwiające, leśne powietrze. Boram nigdzie nie zauważyła czarnego Lamborghini Aventador jej siostry z szybami połyskującymi na fioletowo i odetchnęła z ulgą, przynajmniej na razie nie musiała się tłumaczyć z przyjazdu tak licznej grupki. Swoją drogą, dziewczyna nie mogła uwierzyć, że Nana przekonała rodziców do kupna tego samochodu, był niedorzecznie drogi, ale wiadomo, marka. 
-Woah, Boram tu jest tak pięknie!-krzyknęła Hani przechadzając się między drzewami, a starsza dziewczyna tylko uśmiechnęła się ciepło w odpowiedzi. Znajomi wypakowali swoje bagaże z samochodu i ruszyli w stronę domu. Była to duża, trzypiętrowa willa letnia z sosnowego drewna. Było w niej mnóstwo pokoi, siostra matki Boram kiedy postanowiła wybudować dom na tej działce użyła całego swojego talentu architekta wnętrz. Każde pomieszczenie osobno było inne, jednak razem tworzyły spójną całość. Parter zajmowała ogromna kuchnia, salon i łazienka. Boram dostała kiedyś od ciotki klucze na własność, więc bez problemu dostali się do środka. Dziewczyny zajęły trzy pokoje na ostatnim piętrze, Dani i Hani razem, jako, że są siostrami, Venus razem z Lizzy, a Boram od dzieciństwa miała w tym domu swój kącik. Chłopacy we trójkę zmieścili się w czwartym pokoju na tym samym piętrze. 
Drzwi do pokoju dziewczyny uchyliły się z lekkim skrzypnięciem, gdy Vernon wszedł do środka. Boram była właśnie w trakcie rozpakowywania torby i układania rzeczy na półkach w szafie. Chłopak podszedł do niej i objął ramionami w pasie. Dziewczyna była tak niska, że spokojnie mógł oprzeć się brodą o jej głowę i przyglądać ruchom jej rąk, gdy wyciągała koszulki z torby. 
-Podoba ci się to?-zapytała spoglądając w górę.
-Mhm.-mruknął Vernon. Przymknął powieki i zaczął się powoli kołysać, cały czas trzymając Boram w uścisku. 
-Chodźcie coś zjeść!-krzyknęła Boram do przyjaciół, gdy wyślizgnęła się z ramion swojego chłopaka i wyszła na korytarz. 
Lodówka nie była pusta, jednak dla ośmiu osób jedzenia było zbyt mało by się nasycić. Na szczęście każdy bez wyjątku pomyślał o zabraniu czegoś ze sobą, tak więc mogli się najeść. 

Komentarze

  1. Fajny rozdział i fabuła ciekawie się rozwija ^^
    Ale wciąż apeluję o umieszczenie spisu bohaterów xD chyba, że gdzieś już jest, a ja nie mogę go znaleźć :/

    http://cnbluestory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)