Kochasz mnie, prawda? #3 Zmarzniesz mi
-Wyobrażacie sobie jakby ją tak puścił? Jakby jej twarz uderzyła w ten krzywy chodnik?-powiedział Rocky z entuzjazmem. Wszyscy zaczęli się śmiać mając przed oczami rozkwaszoną twarz Soyoun po bolesnym spotkaniu z chodnikiem.-I chwilę upadku zobaczyć w zwolnionym tempie, co nie Boram?-podszedł do niej i przyjacielsko objął ramieniem. Dziewczyna wybuchnęła słodkim śmiechem. W objęciu Rocky'ego było jej przyjemnie mimo, że chłopak pachniał alkoholem, więc nie zdjęła jego ręki ze swojego ramienia. Szli tak całą drogę do domu chłopaka.
Rocky mieszkał sam na obrzeżach miasta. Mówił im kiedyś, że działka, której znajduje się dom ma 4 hektary, plus małe jezioro. Z początku żadne z nich nie chciało wierzyć w jego opowieści, jednak po tym, jak Rocky pierwszy raz zaprosił swoich najbliższych przyjaciół wszyscy byli zachwyceni i jego ogromne podwórko stało się ich wakacyjnym miejscem imprez.
Chłopak otworzył bramę i paczka przyjaciół weszła do środka. Kawałek drogi szli przez niemały lasek, po czym wyszli na wielką łąkę, gdzie po środku znajdował się dom, a naprzeciwko jezioro z wysepką.
-Czemu zawsze tu jest tak pięknie?-zapytała Hani z zachwytem. Bliźniaczkom włączył się tryb dziecka i teraz biegały w kółko z wyciągniętymi ramionami. Nie można było im się dziwić tej dziecinności, były przecież najmłodszymi osobami w paczce.
Noc była wyjątkowo ciepła, nawet lekki wierszyk z nad jeziora nie przeszkadzał. W sumie to nie było jeszcze ciemno, z parku wyszli koło godziny dziewiętnastej. Rocky z dwoma chłopakami, JB i Vernonem poszli przygotować ognisko, tymczasem dziewczyny postanowiły wykąpać się w jeziorze. Zdjęły z siebie ubrania, położyły je na pomoście łączącym wysepkę z brzegiem i w samej bieliźnie weszły do jeziora. Woda nie była lodowata, raczej letnia, bo zdążyła nagrzać się podczas tych upalnych dni. Dodatkowo była przezroczysta i widać było czyste dno.
Boram przepłynęła na wysepkę i usiadła na pomoście tak, że jej nogi zwisały, a stopy dotykały wody. Zaczęła rozmyślać o tym co się wcześniej wydarzyło, o jej przyrodniej siostrze, o Haejinie. Była pewna, że Nana zrobiła to wszystko z premedytacją, chciała, żeby mężczyzna uratował ją od upadku. Boram zacisnęła powieki, aby odgonić od siebie tamten obraz. Nie mogła ukryć w pewnym stopniu była zazdrosna, poczuła ukłucie w sercu, gdy Haejin swoim ramieniem podtrzymał JinAh w pasie.
-Hej, o czym tak ciężko myślisz?-usłyszała głos swojej przyjaciółki. Venus usiadła obok niej. Swoje długie, jasnofioletowe włosy splotła w ciasny warkocz francuski, który teraz przybrał ciemniejszą barwę.
-O wszystkim i o niczym.-Boram zdobyła się na uśmiech, żeby nie wydać się przygnębioną. Dziewczyny usłyszały muzykę od strony ogniska i parsknęły śmiechem. Nic innego jak disco polo nie mogło płynąć z głośników, tak to jest, jak się zostawia chłopaków samych ze sprzętem muzycznym.
-Przyznaj się, że o nim.-zagadnęła Venus podkreślając ostatnie słowo, aby było wiadomo o kogo jej chodzi. Boram tylko spojrzała na przyjaciółkę spod swojej grzywki.-Czemu pozwalasz Nanie to robić?-dodała z pretensjami w głosie.
-To jest jej znajomy, mną ma się tylko opiekować jako niańka, czego już mam dosyć.-odpowiedziała i zgrabnie zeskoczyła z pomostu do wody. Nie miała szczególnej ochoty, aby o tym rozmawiać. Zaraz za sobą usłyszała plusk, gdy Venus także wskoczyła do jeziora. Razem podpłynęły do chlapiących się bliźniaczek i Lizzy dryfującej z zamkniętymi oczami na wodzie.
-Nie jest ci za dobrze?-zapytała limonkowowłosej Venus z rozbawieniem na twarzy.
-Po tak upalnym dniu to jest jak wybawienie.-westchnęła.
-Przesadzasz, nie było wcale tak gorąco.-machnęła ręką Victoria. Lizzy spojrzała na przyjaciółkę z niedowierzaniem.
-Człowieku, chwilami to nawet do 40 stopni dochodziło, a poza tym ty cały czas siedziałaś w swojej klimatyzowanej chacie, a ja musiałam sterczeć na tej cholernej plaży i pilnować dzieciaków. Wakacje w pełni, a ja muszę chodzić do roboty.-wyżaliła się.
-Wooohooo!-dalszą rozmowę przerwał dziewczynom głośny okrzyk i plusk wody. Kiedy chlapiące się bliźniaczki odskoczyły od siebie wiadomo już było, który z chłopaków wskoczył do jeziora. Vernon podpłynął do starszych dziewczyn i powitał je szerokim uśmiechem.
-Rocky!-Boram krzyknęła do chłopaka stojącego przy palącej się stercie drzewa.
-Co?!-odkrzyknął jej wyciągając szyję, ponieważ nie widział dziewczyny z oddali.
-Masz jakieś ręczniki?!-powoli letni wiatr się wzmagał i robiło się coraz chłodniej, więc wypadałoby wyjść, żeby się nie przeziębić.
Chłopak zniknął na chwilę w domu, aby parę sekund później przynieść stertę suchych ręczników dla przyjaciół. Położył ją na pomoście i wrócił do pilnowania ogniska, które zostawił pod opiekę Jaebumowi, co nie było do końca bezpieczne.
-Vernon odsuń się!-pisnęła Boram, gdy chłopak podpłynął do niej i chwycił w pasie. Dziewczyna próbowała się wyrwać, ale Hansol nie chciał jej puścić. Odwróciła się do niego twarzą i rękami starała się go odepchnąć. Ale chłopak nie dawał za wygraną nawet, gdy dziewczyna zanurkowała pod wodę. Wtedy przyciągnął ją jeszcze bliżej i pocałował. Ogromne zaskoczenie malowało się na twarzy dziewczyny, jednak się nie odsunęła. Kiedy każdemu z nich zabrakło powietrza w płucach wypłynęli na powierzchnię.
Boram pierwsza wyszła na pomost, szczelnie owinęła się ciepłym ręcznikiem I zabrała swoje ubrania. Nie czekając na Vernona i dziewczyny, które też już szykowały się do wyjścia z jeziora, leniwie ruszyła w stronę ogniska rozmyślając o tym, co się właśnie wydarzyło.
-A wy nie chcieliście wskoczyć do wody tak jak Vernon?-zapytała Rocky'ego i Jaebuma, którzy siedzieli na suchej trawie i wpatrywali się jak ogień zmienia drewno w popiół.
-Ktoś musiał pilnować ogniska, a ktoś przynosić drewno.-zaśmiał się JB.
-No tak.-zgodziła się Boram. Rocky skinieniem głowy wskazał jej koc rozłożony w świetle ogniska, aby na nim usiadła, a nie na trawie. Dziewczyna posłusznie obeszła ognisko czując od niego przyjemne ciepło i usiadła na kocu. Po chwili stwierdziła, że jest na tyle sucha, że spokojnie może się ubrać. Nie zdejmując ręcznika założyła spodenki, a potem szybko bluzkę. Od strony jeziora usłyszała wesołe śmiechy dziewczyn.
-Zmarzniesz mi.-usłyszała za sobą Vernona. Chłopak usiadł obok niej i zarzucił jej na ramiona swoją bluzę, w której Boram prawie pływała, objął ją czule ramieniem i wtulił w siebie. Dziewczyna nie protestowała.
Siedzieli tak na kocach, śpiewali piosenki wylatujące z głośników, nie ważne, że było to disco polo i wpatrywali się w niebo usłane milionem gwiazd przypominających małe diamenty. Od ogniska ciągnęło przyjemne ciepło, tak samo jak od Vernona. Boram siedziała oparta o jego klatkę piersiową z głową na jego ramieniu. Lizzy leżała obok na plecach z głową Venus na jej brzuchu. JB cały czas siedział na trawie pilnując ogniska podczas, gdy Rocky poszedł do domu po napoje i zabrał ze sobą Dani i Hani do pomocy.
-Za nas! Najwspanialszą paczkę przyjaciół na świecie!-krzyknął Rocky, gdy już wszyscy mieli w rękach otwarte piwo i podniósł swoje do góry w geście toastu. Razem wybuchnęli głośnym śmiechem, ale był to śmiech potwierdzający słowa Hoona.
Dom Rocky'ego i jego ogromne podwórko było dla paczki przyjaciół pewnego rodzaju azylem od świata. Często uciekali do niego. Nikt ich tu nie słyszał, nie przeszkadzał, nie narzucał swoich zasad i norm. Byli tu ludźmi bez masek przybieranych codziennie przed osobami z zewnątrz.

Komentarze
Prześlij komentarz