Kochasz mnie, prawda? #5
Nana była zadowolona z tego, że udało jej się niezauważenie wyjść z domu i odjechać. Samochód prowadził ją opustoszałą drogą przed siebie, a ona nie miała na to wpływu. Jechała środkiem czarnej, asfaltowej wstążki, a auto połykało kolejne kilometry. Chciała uciec, ale nie potrafiła przed sobą tego przyznać, to siedziało gdzieś w głębi jej duszy. Choć Haejin nie powiedział tego dosłownie w żaden sposób, to jednak wiedziała, że zostawiając ją samą wtedy wieczorem na ulicy miał właśnie coś takiego na myśli.
-Nie.-powiedziała stanowczo do siebie zatrzymując swoje Lamborghini z piskiem opon. Przez chwilę siedziała i myślała głęboko, a wiatr wpadający przez otwarte okna targał jej długimi włosami.-Ja nie mogę tak przegrać, ja nie mogę w ogóle przegrać.-Zwróciła samochód i pośpiesznie ruszyła tą samą drogą z powrotem. Kiedy dojeżdżała do Busan wyjęła telefon ze schowka i wybrała numer Haejina. Postanowiła, że zrobi to, czego Boram się spodziewała, że przyjedzie z nim.
-Pakuj się, jedziemy na małe wakacje.-rozkazała mężczyźnie. Nie dała mu nawet dojść do słowa, kiedy chciał zaprotestować. Dziewczyna mówiła z pewną zaciętością i powagą w głosie, że mężczyzna chwycił torbę z szafy i zaczął pakować do niej ubrania i inne najpotrzebniejsze rzeczy.
Chwilę później usłyszał parkujący samochód swojej przyjaciółki przed jego domem. Wyjrzał przez okno i zobaczył Nanę opartą o bok jej czarnego Aventadora czekającą, aby ruszyć w dalszą podróż.
-To gdzie mamy zamiar jechać?-zapytał wychodząc na podjazd usłany kremowymi kamyczkami hałasującymi pod naciskiem butów. JInAh ucieszyło stwierdzenie ,,mamy", może jeszcze znaczyła coś więcej dla Haejina.
-Zobaczysz.-odpowiedziała wsiadając do samochodu.
Boram siedziała na drewnianym pomoście i obserwowała jak wiatr z szumem rozbija się o gałęzie drzew i ugina je, jak rozwiewa jej czarną grzywkę, jak targa trzciną przy brzegach jeziora, jak marszczy w nim wodę. Jej przyjaciele postanowili wybrać się na spacer dookoła działki, w oddali słyszała ich śmiejące się głosy. Usiadła w cieniu wierzby muskającej swoimi gałązkami deski pomostu, zamknęła oczy i wsłuchiwała się w piękną ciszę. Tak bardzo się cieszyła, że są daleko od ulicznego zgiełku, jednak z drugiej strony tęskniła za tym. .
Rozkoszowanie się chwilą relaksu przerwał jej ryk silnika Lamborghini. Przeszył on powietrze i dotarł do uszu dziewczyny drażniąc je z dziwną przyjemnością. Boram zwątpiła już w przyjazd jej siostry do domku nad jeziorem, stwierdziła bowiem, że jej samochód jest na tyle szybki, aby przyjechać tu już chyba z siedem, czy osiem razy.
-A było tak przyjemnie.-prychnęła pod nosem.
Nana z wyższością wysiadła z samochodu i poszła wyciągnąć swoją walizkę z bagażnika.
-Daj, pomogę ci.-westchnął Haejin stając obok Nany szarpiącej się z głęboko wepchniętą walizką. Boram obserwowała tą scenę z daleka i przypomniała jej się sytuacja z poprzedniego dnia. Mężczyzna powiedział wtedy dokładnie to samo. Gdzieś w sercu poczuła dziwne ukłucie, jakby mówiło, że nie podoba mu się to, co właśnie zobaczyła. Boram wstała i wyszła starszej dwójce na przeciw. Oparła się o balustradę werandy i czekała na swoją siostrę i Haejina.
-Co tak długo?-zapytała z ciekawością, gdy Nana była dwa metry przed nią. Z twarzy starszej z dziewczyn można było wyczytać wewnętrzną walkę o to, co ma powiedzieć.
-Coś mi wypadło.-powiedziała przygryzając dolną wargę. Boram dobrze znała swoją starszą siostrę i była świadoma tego, iż Nana kłamie, jednak nic więcej nie powiedziała. JinAh chciała się czuć wyższa, więc niech tak będzie. Obróciła się na pięcie i weszła do domu, by pokazać wolne pokoje.
-Pierwsze piętro jest całe wolne, a na drugim nie wiem, czy chcielibyście mieszkać.-zaśmiała się cicho. Ten słodki dźwięk przyspieszył bicie serca Haejina.
W tym momencie do domu wpadła grupa siedmiu śmiejących się nastolatków. Bliźniaczki były objęte ramionami Jaebuma i razem z Lizzy miały ogromny ubaw z jego żartów, a za nimi szli Rocky, Vernon i Venus pochłonięci rozmową. Chłopak Boram podszedł do niej i mocno przytulił chowając głowę w jej włosach. Haejin był mocno zdziwiony zaistniałą sytuacją, jednak nie chcąc zdradzać swoich uczuć i nie mogąc nic z siebie wydusić stał po prostu za plecami swojej przyjaciółki.
-Co oni tu wszyscy robią?!-krzyknęła Nana widząc przed sobą wesołe twarze przyjaciół jej siostry.
-Przyjechali ze mną, chyba nie masz z tym problemu, prawda?-uśmiechnęła się młodsza z sióstr. Nana błądziła po twarzach naprzeciw, zatrzymała się na Vernonie i niezauważalnie wymieniła z nim porozumiewawcze spojrzenie. Ta dwójka znała się od bardzo dawna, jednak nikt o tym nie wiedział.
JinAh wzruszyła ramionami i wdzięczne poszła wybrać pokój.
-Haejin, idziesz?-Obróciła się na schodach. Mężczyzna jakby ocknął się z głębokiego zamyślenia, podskoczył i poszedł za Naną na piętro. Nadal nie mógł otrząsnąć się po zobaczeniu Boram w objęciach tamtego chłopaka.
Słońce zachodziło powoli za horyzont barwiąc błękitne niebo na odcienie pomarańczu, czerwieni, różu i purpury. Chłopacy znaleźli w garażu kilka wędek i postanowili wypłynąć na jezioro, Haejin zabrał się razem z nimi, a raczej to oni zabrali jego.
Nana wybrała się na mały spacer po lesie, aby się trochę odstresować. Weszła między wysokie drzewa słuchając jak leśne podłoże szeleści pod naciskiem jej stóp.
-Przyjemnie, prawda?-usłyszała za sobą męski głos . Nie spodziewała się, że ktoś pójdzie za nią, szczególnie, że wszyscy panowie wybrali się na ryby. Tak jej się przynajmniej zdawało. Zaskoczona podskoczyła i obróciła się. Przed sobą ujrzała chłopaka, jednego z przyjaciół Boram. Był dosyć wysoki, miał na sobie koszulkę bez rękawów, która odsłaniała jego dosyć umięśnione ramiona. Wyglądał sympatycznie. JinAh przemknęło przez myśl, że mogłaby go polubić.
-Jaebum, tak?-zapytała starając przypomnieć sobie jego imię.
-Tak.-odpowiedział odrywając wzrok od dziewczyny. Chłopak przeszedł obok Nany i sam postanowił się przespacerować. Założył ręce do tyłu, szedł delektując się każdym, ostatnim promieniem słońca na swojej twarzy.
-Idziesz?-zapytał odwracając głowę w stronę starszej dziewczyny.
-Yyy... co?-Nana oderwała się od natłoku myśli, który nagle pojawił się w jej głowie.
-Myślałem, że chciałaś się przejść?
-Aaa... tak.-odpowiedziała szybko. Pchana ciekawością wobec osoby Jaebuma oderwała stopy od ziemi i znalazła się ramię w ramię z chłopakiem.
Dwie osoby szły obok siebie nie odzywając się ani słowem. Dla JinAh cała sytuacja była trochę dziwna, może nawet niezręczna, Jaebumowi też nie było łatwo. Z zewnątrz mógł wyglądać na obojętnego, jednak w duchu czuł się tak jak Nana.
-Niezłe auto.-zagadnął JB.
-Dzięki.-odpowiedziała szybko dziewczyna.
Między koronami wysokich drzew dało się słyszeć lekki wiatr. Nana dopiero teraz zauważyła, że jej blada skóra pokryła się tzw. ,,gęsią skórką". Dziewczyna potarła ramiona, aby się trochę rozgrzać.
-Trzeba było powiedzieć, że ci zimno.-powiedział Jebum patrząc z przejęciem na JinAh. Zdjął szarą bluzę, ówcześnie przewiązaną wokół jego bioder i czule położył ją na odkrytych ramionach Nany, która chciała zaprotestować, jednak Jebum już odwrócił od niej wzrok. Mruknęła tylko ciche słowo podziękowania pod nosem.

Fajny rozdział ;3
OdpowiedzUsuńZastanawiam się skąd Nana zna Vernona.. wciąż trochę mieszają mi się bohaterowie, ale myślę, że to kwestia czasu ;p
http://cnbluestory.blogspot.com/