Kochasz mnie, prawda? #1 Przeszkadzasz



Przybywam z kolejnym opowiadaniem (słownik mi podpowiada: opóźnieniem xd). Z początku bałam się je dodać i nadal się boję, nie wiem czy dalej je będę dodawać, wszystko zależy od tego jak się przyjmie. Tytuł na razie w stanie roboczym.  



Mężczyzna czule zmierzwił włosy drobniutkiej dziewczyny stojącej przed nim.
-Nie rób tak.-powiedziała podnosząc głowę do góry i patrząc z wyrzutami na osobę przed sobą. Wydęła dolną wargę w geście niezadowolenia, czym jeszcze bardziej rozbawiła i rozczuliła mężczyznę.-Nie jestem dzieckiem.-dodała pod nosem. Na jego twarzy pojawił się uśmiech odsłaniając rząd białych, równych zębów. Dziewczyna na każdym kroku była urocza i rozczulająca, a jej drobna postura dodatkowo to podkreślała. Potrafiła wywołać uśmiech na twarzy mężczyzny tylko będąc koło niego nawet, gdy miał gorsze dni.
-Ah... możemy iść.-odezwał się mężczyzna odrywając wzrok od naburmuszonej dziewczyny.-Podać ci kurtkę, Boram?-zapytał podchodząc do wieszaka w przedpokoju.
-Sama ją sobie wezmę, Haejin.- Przeszła z salonu na korytarz i z poirytowaniem chwyciła czarną, sportową kurtkę. Gdyby nie jej niski wzrost bez problemu zdjęłaby ją z wieszaka, jednak wisiała najwyżej jak tylko mogła. Boram wspięła się na palce i spróbowała ją zdjąć. I to nic nie dało.
-Daj, pomogę ci.-usłyszała przyjemny, męski głos w prawym uchu. Haejin stanął zaledwie parę centymetrów za jej plecami i ręką sięgnął po kurtkę Boram. Dziewczyna zamarła w miejscu, gdy Park Haejin znalazł się tak blisko. Miała tylko nadzieję że nie usłyszy jak szybko bije jej serce i nie zauważy zaczerwienionych policzków. Każdy taki gest z jego strony sprawiał, że zamiast go nienawidzić mogła go lubić. Nawet więcej niż lubić.
-Dzięki.-ocknęła się z zamyślenia o swoich uczuciach do Haejina i chwyciła kurtkę. Odskoczyła od mężczyzny i pośpiesznie się ubrała, aby jak najszybciej wyjść z domu, który nagle stał się ciasny i mały.
Mijając sklepy, galerię handlową, rynek i masę drapaczy chmur pokrytych tonami szkła nie zamienili ani słowa. Boram nie wiedziała jaki temat nawiązać i stwierdziła, że Haejin powinien się pierwszy odezwać, a on czekał aż to ona coś powie.
W miejskim parku odbywały się koncerty. Dla Boram była to okazja, żeby spotkać się z przyjaciółmi, wybawić się jak nigdy, wypić alkohol w plastikowych, pól litrowych kubkach lub prosto z puszki, posłuchać artystów z okolicy i odprężyć się po długim tygodniu bez atrakcji. A Haejin miał się spotkać z jej przyrodnią siostrą.
-Dobra, to do zobaczenia później.-powiedziała chowając ręce do kieszeni przydużej kurtki i zwracając się w stronę ławek w środku parku, gdzie czekała na nią ekipa. Z oddali widziała sylwetki swoich przyjaciół. Lizzy z krwistymi ustami i Venus z połyskującymi, jasnofioletowymi włosami, Rocky'ego w białej koszulce i Jaebuma stojącego obok roześmianego Vernona oraz dwie łudząco podobne, drobne dziewczyny, Dani i Hani. Jej rodzice nie podzielali tego, że chodzi na takie zabawy, ale jej to na prawdę nie obchodziło. Poza tym jej przyjaciele byli rozsądnymi ludźmi, nikt z nich nie pił alkoholu, żeby się upić i niczego nie pamiętać.
W pewnym momencie dziewczyna spostrzegła wyprzedzającą ją postać w jeansowej kurtce z naszywkami, czarnych spodniach i białej koszulce.
-Tym razem nie idziesz ze mną, nie ma takiej mowy. Mam cię dość, przeszkadzasz.-powiedziała chwytając Haejina za kołnierzyk jego kurtki i zatrzymując go. Mężczyzna odwrócił się w jej stronę i spojrzał na nią błagając o pozwolenie.-Poza tym...- Boram wyciągnęła telefon z kieszeni i coś na nim wystukała.-Nana czeka.
Tym razem to Haejin miał w pół  niezadowoloną, w pół smutną minę. Nie żeby spotkanie z Naną, siostrą Boram lub jej towarzystwo mu przeszkadzało, to słowa Boram go zasmuciły. Pierwszy raz powiedziała, że jej przeszkadza. Wcześniej co prawda robiła awanturę o wychodzenie razem z nią na imprezy, oczywiście zawsze na końcu się poddawała i pozwalała mu iść. Jednak teraz podała zbyt mocny argument, a on po prostu nie mógł na niego odpowiedzieć. Zamurowało go.
-Idź już. Nie potrzebuje opiekunki.-powiedziała stanowczo.
Haejin nie miał zamiaru puszczać jej samej na kolejną pijacką imprezę. Ale nie dał rady się sprzeciwić drobnej, lecz silnej Boram. Odpowiedział jej tylko smutnym, cichym westchnięciem i poszedł w inną stronę.
Tymczasem dziewczyna witała się już z paczką przyjaciół kompletnie zapominając o Haejinie i rozmowie.
-Dzisiaj sama?-zapytał z zaskoczeniem jeden z chłopaków. Boram nie musiała się temu dziwić, Park Haejin regularnie przychodził za nią na imprezy, więc wszyscy zdążyli się do niego przyzwyczaić, ale nie koniecznie polubić.
-Wiecznie chyba nie musi ze mną chodzić.-odpowiedziała prosto i zajęła miejsce na ławce, które zrobili dla niej chłopacy.
-Hej, orientuj się!-krzyknął ktoś do niej, po czym rzucił w jej stronę puszką zimnego piwa. Dziewczyna szybko i zgrabnie złapała ją jedną ręką i otwarła upijając cieknącą pianę. Bąbelki w napoju przyjemnie drażniły jej podniebienie, a gorycz w gardle wydała się teraz słodka. Podniosła głowę i skinieniem podziękowała Rocky'emu Park za napój. Boram nie była osobą, która piła ile tylko w siebie wmieściła, zresztą jak wszyscy tutaj. A zarazem była najbardziej odporna na wpływ alkoholu.
-Myślałam, że jesteście no wiesz, parą skoro razem przychodzicie.-zagadnęła do Boram jej przyjaciółka,
Lizzy Ryu- dziewczyna o limonkowym kolorze włosów, które upięła w stylu lat sześćdziesiątych z okrągłymi okularami przeciwsłonecznymi na nosie i pomalowanymi na krwisty kolor ustami. Boram o mało nie zakrztusiła się piwem. Spojrzała na przyjaciółkę z rozbawieniem.
-Powiedziałabym ci, gdyby tak było.-odparła.
Potem ktoś szybko zmienił temat rozmowy i zaproponował ognisko u siebie. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że koncerty są wyjątkowo nudne i ognisko jest lepszym pomysłem.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)