Suga, scenariusz dla Adrianna Park :3


Prezencik na święta >.< Znowu muszę przepraszać, że tak późno, jestem za to zła na siebie. Chyba już nigdy więcej nie zrobię zamówień, bo coś mi to nie wychodzi, Na początku mam mnóstwo weny i pomysłów, a jak zaczynam to wszystko wyparowuje, tak po prostu.
Nie wiem, czy do końca właśnie o to chodziło, czy właśnie tak to miało wyglądać, ale już przed wigilią niczego innego nie wymyślę.








Jeszcze tylko parę metrów i będę bezpieczna. Dostanie się na drugą stronę ulicy było na razie moim jedynym celem. Stamtąd łatwo było się dostać na lotnisko, a tam wkraść się do któregoś z samolotów i jakimś cudem dostać się do Australii, której wojna jeszcze nie dotknęła.
Kule gwizdały w powietrzu i odbijały się od murów wysokich drapaczy chmur.
Dokładnie dwa tygodnie temu rozpętała się wojna. Mniejsze, sponiewierane państwa zjednoczyły się i po kolei podbijały coraz większe tereny. Nikt nie wierzył, że jest to możliwe i dopiero, gdy było za późno na jakąkolwiek ugodę, ludzie zrozumieli co jest grane.
10... 9... 8...
Liczyłam w myślach. Za dziesięć sekund żołnierze będą musieli zmienić magazynki w karabinach i wtedy nadarzy się okazja.
7... 6... 5... 4...
Kucałam za dwumetrowym murem i uparcie wpatrywałam się w wieżowiec naprzeciwko.
3... 2... 1...
Uniosłam się lekko do góry i chciałam ruszyć przed siebie biegiem. 
Coś uderzyło w moją skroń, powodując piekielny ból. Ktoś nogą przewrócił mnie na plecy i przez mgłę zobaczyłam czarny karabin, żołnierski kask i groźny wraz twarzy.
Ręka żołnierza zacisnęła się na mojej, skórzanej kurtce.
-No, to chyba mamy ostatnią.- westchnął. Uniósł mnie lekko do góry i chciał przyłożyć mi z pięści.
Zacisnęłam powieki i szykowałam się na uderzenie, ale nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast tego uścisk na mojej kurtce zniknął, a ja znowu leżałam plecami na ziemi. Od uderzenia w głowę dzwoniło mi w uszach.
Powoli otworzyłam jedno oko. Przed sobą nie miałam nikogo. Żołnierz wyparował.
-Wstawaj.- usłyszałam za sobą. Zerwałam się na równe nogi, myśląc, iż jest to kolejny żołnierz. Przez zawroty głowy nie udało mi się wyprostować i zatoczyłam się do tyłu. Zanim wylądowałam z powrotem na ziemi, objęły mnie czyjeś ramiona.
Chłopak miał hipnotyzujące, ciemnobrązowe oczy i mleczną cerę.
Chwyciłam się za głowę, próbując powstrzymać jej zawroty.
-Aish, nie mamy czasu na przytulanie ziemi. Jak chcesz żyć, to zbierz się do kupy.- w jego głosie słychać było wyraźne poirytowanie. Chłopak chwycił mój nadgarstek i spróbował zmusić do ucieczki, ale właśnie wtedy musiałam przestać kontaktować. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i straciłam oddech.
~Suga~
Próbowałem, ale mi się nie udało. Dziewczyna widocznie mocno oberwała z karabinu w głowę. Podniosłem ją z ziemi i mocno chwyciłem w ramiona. Była całkiem lekka i ładna. Stop, wybij to sobie z głowy, nie czas teraz na zakochiwanie się. Zmarszczyłem brwi i skarciłem się za poprzednią myśl.
Mam nadzieję, że starczy mi sił na dotarcie do więzienia, jedynego bezpiecznego miejsca jakie znalazłem.
Omijałem skupiska walczących żołnierzy i przemykałem najciemniejszymi uliczkami tak szybko, jak tylko mogłem. 
Gardło miałem suche, a w płucach niemiłosiernie mnie piekło. Jeszcze sześćdziesiąt metrów i koniec biegania na dzisiaj.
Ostrożnie dopadłem ukrytych drzwi do więzienia, nie chciałem żeby dziewczyna doznała kolejnego urazu głowy.
Wszedłem do środka i posadziłem dziewczynę na krześle obok drzwi. Wejście zastawiłem, jak zawsze, kartonami, żeby ukryć drzwi, a potem zamknąłem stalowe wrota, żeby nikt nie wszedł do środka.
Zaniosłem dziewczynę do jednej z cel i ułożyłem ją na metalowym łóżku. Wcześniej ułożyłem na nim materac.
Byłem wyczerpany.
Poszedłem napić się wody, żeby złagodzić pieczenie w płucach.
~Ja~
Odpłynęłam, ale cały czas kręciło mi się w głowie.
Otworzyłam powoli oczy. Nade mną szary sufit, naokoło szare ściany, a przede mną kraty. Przeraziłam się. Czyżby mnie złapali? Pomieszczenie ewidentnie jest celą.
Podniosłam się z myślą, że jestem w więzieniu i zaraz przyjdzie jakiś żołnierz.
O dziwo drzwi celi były szeroko otwarte, a naokoło nie było żywej duszy. Cele obok i naprzeciw były puste.
Ostrożnie stanęłam na ziemi. Przynajmniej powoli przestawało kręcić mi się w głowie.
Wyszłam na korytarz. Objęłam się ramionami, ponieważ od betonowych ścian biło przerażające zimno.
Z końca korytarza usłyszałam jakieś dźwięki. Z lekkim strachem podeszłam bliżej, żeby zobaczyć kto mnie uratował. 
Chłopak krzątał się po czymś, co przypominało kuchnię.
-Masz.- nie odwracając się podał mi butelkę zimnej wody.
-Dzięki za ratunek.- powiedziałam niepewnie.
-Trzeba było bardziej uważać.- parsknął złośliwie. Zirytował mnie swoją odpowiedzią. Przecież uważałam, a ten żołnierz pojawił się znikąd.
Rozejrzałam się po więziennej kuchni. Wszystko tutaj było. Lodówka, szafki, kilka metalowych stołów z krzesłami i spiżarnia, w której zostało jeszcze trochę jedzenia.
-Jeżeli jesteś głodna to weź sobie coś.- odezwał się po chwili chłopak. Arogancki i niezbyt uprzejmy, chyba lepiej nie wchodzić mu w drogę, pomyślałam. Po chwili wyszedł, zostawiając mnie samą. Ze spiżarni wzięłam jabłko i coś w rodzaju słodkiego rogalika. Więźniowie mieli tu niezły luksus.
-Mogę cię chociaż zapytać o imię?- gdyby było konieczne, nie chciałam się do niego zwracać na ,,Ej".
-Wystarczy Suga.- odpowiedział beznamiętnie.
Resztę dnia spędziłam na łóżku, a to siedząc, leżąc lub czytając znalezioną książkę. Suga ani razu się nie odezwał, nie zaliczając gadania do samego siebie.
Nie wiedziałam ile mamy tu siedzieć, ani co mam robić. Przede wszystkim chciałam się dowiedzieć czemu Suga mnie uratował, czemu mnie nie zostawił.
Chłopak cały dzień gorączkowo obserwował teren wokół więzienia, jakby nie miał nic lepszego do roboty.
-Uspokój się!- krzyknęłam w końcu, gdy już chyba dwudziesty raz przechodził obok mnie, wprawiając tym samym powietrze obok w ruch.
-A chcesz żeby wparowali tutaj żołnierze i rozstrzelali nas.- odparował.
-Nie, ale chodzenie w tą i z powrotem jest BEZ SENSU!- wyprostowałam się. Pierwszy raz krzyczałam na kogoś.
Suga odwrócił się i stanowczym krokiem ruszył w moją stronę. Irytację, jaką widziałam na jego twarzy przeraził mnie trochę. Wstałam z krzesła. Chłopak stanął paręnaście centymetrów od mojej twarzy i uniósł rękę jakby chciał mnie uderzyć.
Zamknęłam oczy.
-Aish...- westchnął Suga. Opuścił bezwładnie rękę. Mimo, że taki arogancki, to nie uderzy dziewczyny.
Odpuścił i położył się na materacu, tym samym, na którym jeszcze niedawno ja spałam.
Podskoczyłam, gdy usłyszałam, że ktoś dobija się do drzwi na dole. Suga w mgnieniu oka stanął przede mną, odgradzając mnie tym sposobem od klatki schodowej i ewentualnego ataku. A jeszcze niedawno nawet ze mną gadać nie chciał.
Przez kilka sekund stał i wpatrywał się w schody. Z dołu słychać było charakterystyczne pukanie, równe odstępy dźwięków co mogło znaczyć, że ten ktoś nie jest sam i próbuje wyważyć drzwi.
-Chodź...- chłopak chwycił mnie za prawy nadgarstek i pociągnął w stronę kuchni. Stanęliśmy przed tytanowymi drzwiami spiżarni (swoją drogą, po co w spiżarni tytanowe drzwi?).
Weszliśmy do środka. Suga odsunął metalowe półki naprzeciwko. Moim oczom ukazały się kolejne drzwi, trochę mniejsze.
-Zejdziesz tym tunelem na dół. Po prawej stronie stoją skrzynki. Jeżeli nie znajdę się obok ciebie po pięciu minutach, odsuniesz je i zejdziesz do kolejnego tunelu.- wręczył mi mapę starannie narysowaną ołówkiem, a potem na lewy nadgarstek założył zegarek.  Działał pospiesznie, ale z rozwagą i ostrożnie.
-Nie mógłbyś iść ze mną. Dalibyśmy radę.- popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem.
Suga uśmiechnął się. Serio, uśmiechnął się po raz pierwszy odkąd go poznałam. Podszedł bliżej i lekko uniósł mój podbródek. Schylił się i delikatnie pocałował. Zapomniałam czym jest oddychanie, zapomniałam, że zaraz wokół pojawi się mnóstwo zielonych ludzi. Myślałam tylko o tym, jak delikatne i słodkie są jego usta.
-Zrób to co ci każę. Obiecuję ci, że znajdę cię tam na dole i razem uciekniemy stąd.-pocałował mnie w czoło, po czym wepchnął mnie do tunelu i zatrzasnął drzwi.
Tyle go widziałam. Zrobiłam wszystko, o co mnie prosił. Czekałam dłużej niż mi kazał, ale więcej go nie zobaczyłam.
Czy się wydostałam z piekła?
Owszem, ale zostawiając to wszystko za sobą zabrałam bardzo żywe wspomnienie pocałunku jakim obdarzył mnie Suga.
Często wydaję mi się, że zaraz zapuka do drzwi mojego nowego mieszkania.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Noc naukowców :)